piątek, 23 sierpnia 2013

Niebezpieczny Mumbai


Ofiarą brutalnego zbiorowego gwałtu padła 23-letnia fotoreporterka robiąca zdjęcia w opuszczonej fabryce tekstylnej. W pracy towarzyszył jej przyjaciel. Według policji podeszło do nich trzech napastników, którzy pobili i związali mężczyznę, gdy ten próbował bronić kobiety. Napastnicy zaciągnęli dziennikarkę w głąb opuszczonego budynku, zawołali innych trzech mężczyzn i zgwałcili ją- podaje telewizja NDTV. 
 

Kobieta z wieloma obrażeniami ciała trafiła do szpitala na południu Mumbaiu. Według NDTV jej stan jest stabilny. Policja zatrzymała 16 osób, które są przesłuchiwane. Do ataku doszło w dawnej dzielnicy przemysłowej, która jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się części miasta, pełną luksusowych apartamentów, centrów handlowych i barów. Czwartkowy gwałt wywołał poruszenie w mediach społecznościowych. Wielu internautów jest w szoku, że gwałt miał miejsce w Mumabiu, uważanym za najbezpieczniejsze dla kobiet miasto w Indiach. 
 


Źródło: Gazeta.pl

czwartek, 15 sierpnia 2013

Niepodległe Indie



Na Indie kierowały się oczy Europejczyków - Holendrzy, Duńczycy, Francuzi i w końcu Anglicy wyruszyli do Indii, aby zakładać tam placówki handlowe. Anglicy, gdy nie zdołali przełamać monopolu Holendrów w Indiach Wschodnich, coraz bardziej rozszerzali kontakty, poszukiwali możliwości na Półwyspie Indyjskim. 31 grudnia 1600 roku królowa Elżbieta I formalnie zatwierdziła status Kompanii Wschodnioindyjskiej: "...tak dla honoru naszego królestwa Anglii jak dla powiększenia naszej marynarki i rozwoju handlu". Kilka lat później angielski handel zyskał nowe możliwości, gdy Thomas Roe przybył do Indii z poselstwem od dworu Jakuba I (panującego 1603-1625). Bardziej dyplomacją niż siłą od 1647 roku Anglicy założyli 23 faktorie, w 1661 roku kompania nabyła bagniste, malaryczne wyspy Bombaj, stanowiące część posagu portugalskiej księżniczki Katarzyny z Braganzy, wniesionego do małżeństwa z Karolem II (panującego 1660-1685).

Brytyjskie przedsięwzięcia handlowe powoli zaczynały mieć wpływy polityczne. W 1774 roku od Warrena Hastingsa zaczęło się panowanie brytyjskich gubernatorów, później noszących tytuły wicekróla. Europejscy i indyjscy kupcy zbijali majątki na darach, monopolach i rabunkach. W XVIII wieku wprowadzono podatki ziemskie i system poborców podatkowych, dzięki którym kompania corocznie zbierała równowartość 4 mln dolarów, mimo epidemii głodu. Kompania obejmowała wkrótce swym wpływem całe Indie, gnana wciąż niezaspokojonym apetytem na zysk. Na skutek zawartych umów handlowych większość władców indyjskich popadła w długi wobec Kompanii.

Brytyjczycy zaczęli zagospodarowywać tereny poza fortami i otwartą przestrzenią placów ćwiczeń wojskowych. Proste domy zastąpiono wspaniałymi, tynkowanymi dworami i budowlami użyteczności publicznej. Pojawiły się kościoły, cmentarze, placówki wojskowe i kluby. Problemy narodziły się w latach 30. XIX wieku, gdy zaczęła spadać sprzedaż bawełny i opium do Chin oraz indygo do Europy, a produkowane w Wielkiej Brytanii materiały odebrały pracę indyjskim tkaczom i w całym kraju zapanował głód. W całych Indiach zaczęły wybuchać niewielkie, nieskoordynowane bunty, obejmujące również odmowę płacenia podatków wobec braku zboża. W 1857 roku wybuchło powstanie zwane Rebelią, atmosferę podgrzewał gniew żołnierzy armii bengalskiej z powodu utraty przywilejów, awansowania przedstawicieli niższych kast, wysokich lokalnych podatków, a także podejrzenie, że do natłuszczania nabojów do nowych karabinów Lee Enfield, które żołnierze musieli otwierać zębami, stosuje się tłuszcz wieprzowy i wołowy. 

10 maja 1857 roku wybuchł bunt w garnizonie w Miracie, następnie wybuchły powstania w Delhi, Lakhnau i Kanpurze, a w końcu w całym Bengalu. W 1858 roku rozwiązano Kompanię Wschodnioindyjską, a ostatni władca z dynastii Wielkich Mogołów, Bahadurszah II, który poparł powstanie musiał ustąpić z tronu. Od tej pory Indie były administrowane bezpośrednio przez Koronę brytyjską zgodnie z brytyjskim prawem. Indusi stali się poddanymi królowej Wiktorii (Wielka Brytania uznała się za feudalne mocarstwo, a Indie za swego wasala). W 1911 roku podczas odwiedzin króla-cesarza Jerzego V stolica Indii została przeniesiona z Kalkuty do całkiem nowego miasta- New Delhi. Coraz bardziej otwarcie jednak kwestionowano obecność Brytyjczyków na ziemiach indyjskich. Władze brytyjskie ograniczały handel indyjski, promowały angielskie wykształcenie. Świadomość narodowa jednak budziła się coraz to mocniej nie tylko wśród inteligencji. W 1885 roku powstał Indyjski Kongres Narodowy a rok później muzułmanie założyli Ligę Muzułmańską. 

Walka o niepodległość weszła w nową fazę w 1915 roku, gdy z Afryki Południowej powrócił Mahatma Gandhi. Stanął on na czele moralnego protestu przeciw uciskowi swojego kraju. W1930 roku zorganizował "marsz solny" protestując przeciwko brytyjskiemu monopolowi na warzenie soli. (podatek od soli). W tym samym roku Kongres Narodowy, któremu przewodniczył młody Pandit Jawaharlal Nehru, przyjął rezolucję domagającą się całkowitej niepodległości Indii. Ustawa o rządzie Indii przyjęta przez parlament brytyjski w 1935 roku, nadawała prawo wyborcze tym Indusom, którzy spełniali surowe warunki wykształcenia i własności (ok.14% ludności). Kongres wszędzie wygrał wybory, a agitacja trwała dalej. W 1942 roku Kongres wezwał Brytyjczyków by opuścili Indie. Równocześnie Liga Muzułmańska zaczęła domagać się odrębnego państwa dla wyznawców Islamu, które nosiłoby nazwę Pakistan. Kiedy po zakończeniu II wojny światowej wybory w Wielkiej Brytanii wygrała Partia Pracy, nowy premier Clement Atlee opowiedział się za niepodległością Indii.

W 1947 roku równocześnie wprowadzono niepodległości i podział kraju. 14 sierpnia formalnie powstał Pakistan - w dwóch częściach oddalonych od siebie o 1931 km. O północy z 14 na 15 sierpnia 1947 roku na placu przed Czerwonym Fortem w Starym Delhi, ostatni wicekról Louis Mountbatten, formalnie przekazał władzę w ręce pierwszego premiera Indii, Nehru, na maszt po raz pierwszy wciągnięto szafranowo-biało-zieloną flagę Indii. W kraju zaczęły się czystki etniczne na wielką skalę - setki tysięcy ludzi uciekały z domów; hindusi z Pakistanu przenosili się do Indii i odwrotnie. Ok. 2 mln ludzi straciło życie w wyniku rozruchów i masakr na tle religijnym, do których dochodziło podczas wędrówki ludów. Gandhi rozpaczał nad przemocą, rozpadem Indii  i wybuchem nienawiści. 30 stycznia 1948 roku został zamordowany przez fanatyka-hindusa. 

źródło: Przewodnik National Geographic. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Race

" Przyrodni bracia Ranvir (Saif Ali Khan) i Rajiv (Akshaye Khanna) są właścicielami wielkiej stadniny koni w Durbanie. Sophie (Katrina Kaif) jest niezawodną asystentką Ranvira, która się podkochuje w swoim pracodawcy. On jest jednak zauroczony piękną modelką, Sonią (Bipasha Basu), i nie zwraca na Sophie uwagi. Jego młodszy brat, Rajiv, jest rozpieszczonym chłoptasiem, zazdrosnym o sukcesy brata i popijającym trunki od samego rana.
Życie bohaterów zmienia się w wyniku splotu wydarzeń, który doprowadza do tajemniczego morderstwa. Jego zagadkę usiłuje rozwiązać detektyw Robert D`Costa (Anil Kapoor) ze swoją asystentką Mini (Sameera Reddy)".- Bollywood.pl 


Długo czekałam na obejrzenie tego filmu, ale się doczekałam. Historia dwóch braci miło mnie zaskoczyła! :) Z początku niechętnie zabrałam się do oglądania, bałam się, iż akcja będzie żadna albo też przewidywalna. Jak bardzo się myliłam! Saif Ali Khan z nagim torsem, tańczący, taki nieogolony...Oh! co ja mogę powiedzieć?! :) Bałam się powtórki Dhoom, a otrzymałam trzymający w napięciu dobrze zagrany thriller. Film pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, fantastycznej muzyki. Nawet Katrina tak bardzo mi nie przeszkadzała. Nie chciałabym zdradzać fabuły, bo było by to nieuczciwe w stosunku do tych, którzy nie oglądali. A naprawdę warto! 
Asystentka detektywa R.D po prostu cudowna w swej naiwności. :) Polecam, moja ocena to 8\10.

wtorek, 30 lipca 2013

7 grzechów Priyanki

" 7 khoon maff" - dzieło jaki mało...
Sussana jest piękna, młoda i niewinna... Przyciąga mężczyzn jak magnes, niestety tylko tych złych. Zaczyna się od niepełnosprawnego majora z bujnym wąsem. Widzimy nieszczęśliwą i uciskaną kobietę, niewątpliwie pragnącą odejść od męża tyrana. Nie mającej jednak na to siły...Nic bardziej mylnego! Świetnie sobie radzi, resztę załatwia pantera ludojad...A jakże by inaczej! 
Po jakimś czasie pojawia się cudownie umięśniony John Abraham i niczym książę na białym koniu ratuje damę z opresji. Oczywiście zaczynają się problemy, kariera muzyczna nabiera tempa a heroina działa destrukcyjnie...
Po drugim mężu, tuż przed trzecim zauważyłam, że główna bohaterka właściwie nie istnieje jako odrębna jednostka. Zawsze w cieniu mężów, pozbawiona zdania (w tym wypadku nie chciała go mieć), przyjmująca zachowanie a nawet styl ubierania mężów. Przy okazji trzeciego męża, poety, uduchowionego łóżkowego sadysty, przestała nosić rockowe mini a zaczęła tradycyjne sari. No, ale i ten mąż zasługiwał na karę...a śnieżne zaspy świetnie się do tego nadawały. Jakby pozbawiona sumienia, a przecież pobożna katoliczka, żyła dalej wśród wiernej służby. 
Czwarty mąż rozwalił mnie na łopatki! Rosjanin, proszę sobie wyobrazić! Nikolaj Vronsky, więc jakże ona mogłaby nie być jego Anną? Zaplątana we własnych kłamstwach, zmanipulowana zaczęła mówić "na zdrowie" i ponownie wyszła za mąż. Za człowieka, którego praktycznie nie znała. No, ale co tam idźmy dalej...Vronsky prowadzi podwójne życie więc spotyka go przykra niespodzianka na dnie domowej studni. Z założenia pewnie miało to zaskoczyć widza, nie udało się jednak. Sussana staje się harda, wyrachowana, zaczyna obawiać się przyszłości ( lekko siwieją jej włosy nic poza tym). Aby odsunąć od siebie podejrzenia wychodzi po raz piąty za mąż za podstarzałego policjanta. Biedny policjant nie wie co go czeka... Jest jeszcze szósty mąż a nawet i siódmy, o których nie będę wspominała nie chcąc psuć filmu. 
Odnosząc się jednak do całości muszę powiedzieć, a raczej napisać, że marny to film oj marny. Priyanka mówiąca po rosyjsku sympatyczna, ale to za mało by film stał się interesujący. Końcówka przez chwilę mogła być ciekawa, jednak nie była, a szkoda. Zmarnowany potencjał... Jednak mimo wszystko, jeżeli ktoś oglądał (lub chciałby) to zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami. 
Moja ocena to3\10. 

PS: Kalinka w wersji hindi, bomba! :) 


 

niedziela, 28 lipca 2013

Tam, gdzie śpiewają pawie, czyli jak poślubiłam indyjskiego księcia

" To była miłość od pierwszego wejrzenia, a przy okazji prawdziwa rewolucja w życiu Alison. Kiedy na jej drodze stanął Ajar, wiedziała, że są sobie przeznaczeni. Wiedziała, że dzielą ich różnice kulturowe. Ale nie przewidziała, że ukochany jest księciem, a jego rodzina mieszka w pałacu. Na dodatek hinduskie zwyczaje i tradycje przyprawiają ją o zawrót głowy. Czy żona księcia może być szczęśliwa?".

Didi przed wyjazdem z ezoterycznego miasta podarowała mi książkę...kolejną książkę o Indiach...pomyślałam, sądząc po bardzo kolorowej i rzucającej się w oczy okładce, że znów przyjdzie mi czytać jakiś ckliwy romans, jak to miało miejsce podczas "przedzierania się" przez "Hinduską miłość". Jednak zaczęłam czytać już w pociągu, ponieważ perspektywa patrzenia przez okno, albo też na współtowarzyszy przez ponad cztery godziny nie wydawała się interesująca. Hasło na okładce głosiło "Historie prawdziwe", Alison Singh Gee "Tam gdzie śpiewają pawie, czyli jak poślubiłam indyjskiego księcia". Otworzyłam i dałam się wciągnąć w ten zadziwiający świat cudów... Akcja powieści rozgrywa się na ulicach miasta, które nigdy nie śpi- Hong Kongu. Poznajemy piękną i przebojową Alison pracującą dla wielkiej korporacji, lubiącej luksusy, mającą słabość do modnych, markowych ubrań. Cały jej świat staje do góry nogami, kiedy to na jej drodze pojawia się kolega z pracy Ajay, czarujący, zapewne obłędnie przystojny hindus z zasadami. Prawie natychmiast się w sobie zakochują a życie obojga ulega diametralnej zmianie. Czytelnik zostaje przeniesiony w odrealniony wręcz świat indyjskiej wsi, gdzie nie dotarła jeszcze nowoczesność a po ogrodzie fruwają pawie. Pomimo różnic kulturowych udaje pogodzić się tak wydawałoby się odmienne światy. 
Wyobraźnia zaczyna działać z zawrotną szybkością, nie chce się odłożyć książki, jakby z obawy, że ten fantastyczny, magiczny krajobraz życia zniknie. Trudno było uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę, bo przecież takie rzeczy to tylko w indyjskim kinie... Polecam serdecznie, na wakacje jak znalazł.