czwartek, 4 kwietnia 2013

Indyjska prasa donosi

Do tragicznych wydarzeń doszło we wsi Sweetha. Z ustaleń policji wynika, że ok. godziny 1:30 we wtorek w nocy napastnik wszedł do domu kobiety i ją zgwałcił. Był tak pijany, że nie miał siły iść, więc po wszystkim  zasnął na miejscu. Ofiara najpierw rozważała samospalenie z powodu wstydu i nawet zdecydowała się wylać na siebie naftę. Zmieniła jednak zdanie i postanowiła zemścić się na oprawcy. Oblała go naftą, podpaliła i wybiegła z domu. Mężczyzna spłonął żywcem.
Policjanci zatrzymali kobietę i przewieźli ją na posterunek. Podczas przesłuchania przyznała, że dokonała ataku w akcie zemsty. Została skierowana na badania lekarskie, które wyjaśnią, czy rzeczywiście została zgwałcona.
Policja ujawniła, że spalony mężczyzna, ojciec czterech dziewczynek, był oskarżony w dziesiątkach spraw dotyczących nękania i zastraszania kobiet.


Cztery siostry, mieszkanki stanu Uttar Pradeś na północy Indii, zostały zaatakowane kwasem przez dwóch napastników - poinformowała miejscowa policja, która prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Co roku w Indiach dochodzi do około 500 takich napaści.
Dwaj mężczyźni na motocyklu podjechali do kobiet, chlusnęli im kwasem w twarze, po czym zbiegli z miejsca przestępstwa. Do ataku doszło w mieście Shamli, ok. 135 km na północ od Delhi.
Zaatakowane - siostry w wieku od 21 do 27 lat, wykładające na pobliskim college'u - trafiły do szpitala z ciężkimi poparzeniami. U jednej z nich stwierdzono poważne obrażenia oczu. 
 Według organizacji ASFI, pomagającej kobietom, które przeżyły atak kwasem, w Indiach co roku ma miejsce od 100 do 500 takich napaści, najczęściej z powodu odrzuconej oferty małżeństwa, brakującego posagu czy podejrzenia o zdradę.

Po serii nagłośnionych przez media brutalnych ataków seksualnych na kobiety w Indiach zaostrzono kary za napaści seksualne i inne przestępstwa przeciw kobietom. Maksymalną karę za atak kwasem podwyższono do 10 lat.

źródło: Gazeta.pl, The Times of India  

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ślepa miłość

 Trishna pochodzi z małej, ubogiej wioski jakich w Indiach pełno. Poznaje przystojnego (choć, didi twierdzi inaczej) indusa, który nie umie mówić w hindi - turystę, nieprzyzwoicie bogatego. Uroda Trishny jest tak zniewalająca, że turysta jest pod wrażeniem i proponuje jej pracę w jednym z hoteli należącym do swojego ojca. Tak zaczyna się historia ich burzliwej miłości... Ale ,czy to aby była miłość? Dziewczyna jest zakochana, ślepo wierzy we wszystko co usłyszy z ust ukochanego. Zostawia ją na jakiś czas, co tam! Zachodzi z nim w ciąże, co tam! Zostaje przeprowadzona aborcja, co tam! On wraca a ona pada mu w ramiona i zgadza się wyjechać do Mumbaiu. Przez pewien czas trwa sielanka, wspólne mieszkanie, wyznania miłosne i seks co noc. Niestety nie ma mowy o ślubie... Potem on znów wyjeżdża a ona musi wyprowadzić się z jego mieszkania. I tu powinna jej się zapalić czerwona lampka!
 Zaczyna układać sobie życie bez niego, tańczy, ma gdzie mieszkać, ma przyjaciół. Ale Pan Ładny wraca z podróży do Londynu (niby do ojca) i sytuacja się powtarza. Bohaterka jest tak naiwna, że aż boli! Po raz kolejny rzuca wszystko i pozwala sterować swoim  życiem. Sytuacja wymyka się spod kontroli... 

Ciężko było przebrnąć przez ten film, można było w tym czasie zrobić herbatę, uprać firanki a i tak za dużo by się nie straciło. Brak charakteru Tirshny strasznie mnie denerwował! To, że była hinduską nie musiało się równać z tym, że była głupia i naiwna. Mogła zupełnie inaczej reagować i nie pozwolić mu zawładnąć swoim życiem... A koniec okazał się  gwoździem do trumny. 

sobota, 30 marca 2013

Moja i Twoja historia... czyli Shahid tańczy i śpiewa


 Czekałam z niecierpliwością, aż będzie mi dane obejrzeć przystojnego Shahida (jak wiadomo przepadam za nim) :) Wczoraj dzięki Didi mogłam zapoznać się z tą miłosną historią. Ciężko było...mimo, iż film trwał niecałe dwie godziny. 

" Teri Meri Kahaani" to opowieść o chłopaku i dziewczynie, którzy w trzech kolejnych wcielaniach przeżywają swoje wspólne historie. Pierwsza z nich wydarzyła się w Lahore roku 1910 pomiędzy lubiącym romanse Javedem (Shahid Kapoor) a Aradhną (Priyanka Chopra), córką przywódcy opozycyjnej partii. Druga opowieść przenosi nas do Bombaju lat 60., kiedy to skromny, grający na gitarze Govind przypadkiem poznaje Rukhsar, wschodzącą gwiazdę filmową. Ostatnia historia natomiast dzieje się we współczesnej Anglii pomiędzy studentami, Krishem i Radhą. Cała produkcja utrzymana jest w lekkim, głównie komediowym klimacie". 

Początek utrzymany w klimacie lat 60-siątych wydawał się być obiecujący. Shahid w kapeluszu z gitarą wyglądał jak Raj :) Nawet Priyanka, która mnie denerwuje była do przełknięcia. Zapowiadało się nieźle, aż do momentu kiedy to zmieniła się sceneria i na ekranie zobaczyłam mlodego Shahida w dżinsach. Cały ten późniejszy romans z Radhą wydawał mi się bezsensowny. Banalny aż do bólu! Zastanawiałam się dlaczego nie można było zostać przy latach 60-siątych? No, ale cóż oglądałam dalej...a tam wysyłanie smsów, czaty i facebook...Nic nowego. On lekkoduch uganiający się za dziewczynami, ona śliczna niczym modelka z wybiegu w Mediolanie. Nic dodać nic ująć... Nie mogą być razem... I buch! Przenosimy się ponownie tym razem do roku 1910 na tereny dzisiejszego Pakistanu. Shahid biega z rozwianymi włosami z tym swoim zniewalającym uśmiechem na twarzy, a Priyanka nosi tradycyjne sari i jest posłuszna swojemu ojcu. Ta odsłona podobała mi się najbardziej. W zamyśle twórców chodziło chyba o to,aby wszystkie części ze sobą współgrały. Jak dla mnie połowa filmu mogłaby nie istnieć. Motyw reinkarnacji i miłości, którą można znaleźć i stracić w każdym życiu nie dopracowany. Gdyby nie moja słabość do Shahida to wyłączyłabym film po 15 minutach. Choć piosenki były dobre nie uratowało to filmu jako całości.

sobota, 16 marca 2013

Niebezpieczny kraj...

Historia lubi się powtarzać... W połowie grudnia całymi Indiami wstrząsnęła informacja o zbiorowym zgwałceniu dziewczyny jadącej pociągiem do Delhi. Dziewczyna zmarła w szpitalu w wyniku doznania ciężkich obrażeń ciała. O gwałt oskarżono sześciu mężczyzn w tym jednego nieletniego. Wystąpił problem z obroną oskarżonych, ponieważ żaden obrońca nie zdecydował się podjąć tej sprawy. Społeczeństwo domaga się kary śmierci... Głównym oskarżonym jest kierowca autobusu.  Mężczyźni nie przyznają się do winy.

" Bili mnie i ją metalowymi prętami, potem zdarli z niej ubranie i gwałcili po kolei. Ale najgorsze było to, że potem przez ponad dwie godziny, choć krzyczeliśmy i płakaliśmy, nikt nam nie przyszedł z pomocą- Awindra Pandey 
"Kiedy przybyła policja, dwie godziny zajęło na posterunku stróżom prawa, by wypełnić formularze i odwieźć ofiarę do szpitala. Opowiadał, że błagał funkcjonariuszy, by wezwali karetkę i dali jakieś ubrania, ale oni tylko dyskutowali, zamiast pomóc".   Kolejny zbiorowy gwałt miał miejsce w stanie Madhja Pradeś, ofiarą padła 39-letnia turystka ze Szwajcarii.   Szwajcarka i jej mąż zwiedzali środkowe Indie na rowerach. Zostali napadnięci, gdy rozbili biwak w lesie. Według indyjskich mediów napastnicy pobili oboje, po czym zgwałcili kobietę na oczach męża. Ofiarom ukradli telefon komórkowy, laptop i 10tys. rupii (185 USD). Kobiecie  udzielono pomocy w szpitalu w mieście Gwalior. Była przytomna i rozmawiała z policjantami. Według informacji policji ani kobieta, ani jej mąż nie odnieśli obrażeń, które zagrażałyby ich życiu. 

Ale to nie koniec...  Do kolejnego brutalnego ataku doszło na wiejskich terenach stanu Punjab. 
  29-letnia zamężna kobieta wracała pustym autobusem do domu późnym wieczorem. Pojazd nie zatrzymał się na jej przystanku. Kierowca wraz z pomocnikiem ignorując protesty kobiety zawieźli ją do nieznanego jej miejsca. Tam dołączyło do nich pięciu innych mężczyzn.Przez całą noc siódemka mężczyzn wykorzystywała seksualnie kobietę. - Grozili mi nożem i robili wszystkie niestosowne rzeczy - powiedziała telewizji CNN-IBN ofiara. - Zmuszali mnie do robienia czego tylko chcieli - dodała. Nad ranem kobietę odstawiono do rodzinnej wioski.  Wydarzenia te spowodowały, że kwestia bezpieczeństwa kobiet stała się najważniejszym tematem w kraju. Bezpieczeństwo kobiet to poważny problem dla kraju- a raczej jego brak. Do niedawna był to temat zupełnie ignorowany. W hinduskiej kulturze ofiary gwałtu czy przemocy seksualnej są naznaczone, bojąc się o reputację swoją i rodziny nie zgłaszają problemu na policję. W 1971 roku oficjalnie zgłoszono 2487 przypadków gwałtu, a w 2011 roku było już 24,2 tysiąca zgłoszeń.
źródło: CNN