wtorek, 23 lutego 2010

Saraswati - poślubiona Brahmie?...


Zwykle zaczynam od męskiego boga ale tym razem wydaję mi się, że Saraswati jest bardziej interesująca...
Saraswati - " Ta do której należą pierwotne wody". Podobno jest żoną Brahmy ale tego nie jestem do końca pewna bo różnie źródła podają. Posiada dar wymowy,mądrości i zdolności do nauki. Ma cztery ręce, które reprezentują cztery aspekty ludzkiej osobowości : umysł, intelekt, czujność i ego. Jej imieniem nazwana jest starożytna rzeka płynąca równolegle do Indusu, która zaginęła w wyniku trzęsienia ziemi ( około 2000 p.n.e. ).


" Płynie na łabędziu po jeziorze o lustrzanej tafli, w której odbija się jej wizerunek, co symbolizuje pełną kontrolę nad uczuciami i spokój umysłu, nieodzowny dla jasności wyrażania się. Zbiera potoki mowy, tak jak ocean gromadzi wody rzek".


Gdy władca indyjskich niebios Indra, był jeszcze młody, stoczył on epicką bitwę z pra-smokiem i ojcem wszystkich smoków, Vritrą. Smok ten więził w swoich dziewięćdziesięciu fortecach wszystkie rzeki świata, zmrażając je w wysokich szczytach Himalajów. Gdy w końcu Indra zdołał ubić smoka, runął on na swoje fortece i skruszył je, uwalniając tym samym rzeki. Woda jednak popłynęła nowymi torami, i jeden z tych torów skierował się do zatoki bengalskiej, w ten sposób tworząc rzekę
zwaną Saraswati. Przedstawia się ją również jako mądrość Brahmy, która na jego życzenie przybrała postać kobiety. Tym sposobem stała się częścią trideva trzech bogiń- małżonek bogów indyjskich ( Sziwy, Wisznu , Brahmy).

"
Bogini potoków mowy, słów i elokwencji, twórczyni sanskrytu, języka „pełnego, całkowitego”, panuje nie tylko nad słowem mówionym, ale i pisanym — nad znakami sanskryckiego sylabariusza. Jest opiekunką alfabetu devanagari".

"Przedstawiana ze zwojem zwiniętych w harmonijkę pasków liści palmowych, pustaka, na których zapisywano zbiory mądrości przekazywane z pokolenia na pokolenie. Patronka nauk, literatury, sztuk pięknych i muzyki".

Spoczywa na różowym lotosie, co symbolizuje medytację, czystość umysłu i jasność ekspresji. W czterech rękach dzierży winę ( wykonany z drewna hebanowego lub chlebowego instrument muzyczny wprawia się je w drganie techniką szarpaną), księgi Wed, naszyjnik medytacyjny z pereł japa mala i lotos.

" Mimo że obrazuje trzy potężne aspekty devi — wolę-działanie-wiedzę — to już nie wzrusza ludzkich serc, pobudza tylko intelekt: studenci i uczniowie z wyższych klas (dzieci z podstawówki są w rękach Ganeśi i Hanumana), budują ołtarze i proszą o błogosławieństwo, a ona błogosławi książki, instrumenty muzyczne, pędzle, sztalugi i laptopy".

Saraswati jest siakti Brahmy. Nosi białe szaty, symbolizuje czystość i jeździ na białej gęsi.
Nie jest może bardzo wyjątkowa ale jakże potrzebna. Postanowiłam o niej napisać tylko z jednego powodu...oglądając " Kal Ho Na Ho " zawsze zastanawiałam się kim jest bogini do której modliły się
Lajjo i te dwie kobitki, których imion nigdy nie pamiętam ;) Teraz wiem dlaczego Aman tak bardzo chciał przerwać ich modły... nawet ona by tego nie zniosła ;)...


niedziela, 21 lutego 2010

Znajomo ...


Wczoraj telewizja TVN wyemitowała film " Notebook" - Pamiętnik. Wprawdzie nie oglądałam od początku ale szybko zorientowałam się o co chodzi. Mimo długich bloków reklamowych dałam radę zobaczyć do końca. Bardzo mi się podobał....prawdziwa historia o miłości...takiej co zdarza się tylko raz w życiu. Akcja toczy się w dwóch miejscach- w domu opieki oraz w północnej Karolinie ( lata 40). Dwoje pensjonariuszy domu opieki Noah i Allie umilają sobie czas czytając pamiętnik w , którym opisana jest historia miłosna dwojga młodych ludzi. Z biegiem akcji okazuje się, że bohaterami tej opowieści są oni sami a Noah próbuję przywrócić pamięć swojej ukochanej żonie chorej na Alzheimera.
Film wzruszający i nie przewidywalny ( konieczna paczka chusteczek )... Po obejrzeniu go jednak miałam wrażenie, że gdzieś to już widziałam... Gdy w końcu sobie przypomniałam czar prysnął...

" U Me Aur Hum"- Ty i ja. Wersja bollywood... historia ściągnięta prawie w całości... Ajay Devgan nie popisał się. Nie ma w niej nic orginalnego, prócz piosenek...Zmieniło się tylko miejsce akcji i ilość dzieci. Hm, oglądałam ten film znacznie wcześniej niż " Notebook", nie sądziłam że jest to jego indyjska wersja. Byłam przekonana o orginalności scenariusza...Mówiąc szczerze zawiodłam się... Myślę, że Devgana stać na własne pomysły a nie kopiowanie cudzych...







piątek, 19 lutego 2010

Taare Zameen Par- kiedy zabrakło chusteczek...


Zafundowałam sobie fantastyczną filmową ucztę... Nie wiem co mnie podkusiło, że mimo małego budżetu zalogowałam się na merlinie i w ciągu pięciu minut stałam się potencjalną właścicielką filmu Aamira Khana. Wydanie jest bardzo ładne ( 3 płytowe) zawiera ścieżkę dźwiękową oraz dodatki- jak powstał film, usunięte sceny i zwiastuny. Hmm...co mogę powiedzieć na temat samego filmu?...Jest inny niż wszystkie do tej pory obejrzane przeze mnie. Magiczny a zarazem nad wyraz prawdziwy. Aamir wprowadza nas w świat dziecka, pokazuje że nie zawsze wszystko jest takie jakie widzimy. Że każdy zasługuję na drugą szansę i nikomu nie można odmówić pomocy. Niezwykle ciepła i barwna opowieść o życiu dziecka zmagającego się z codziennym życiem. Brakiem zrozumienia ze strony najbliższego otoczenia.

" 9
letni Ishaan ma poważne problemy w szkole. Nie potrafi się skupić, żyje we własnym rozmarzonym świecie. Kiedy po raz kolejny grozi mu zostanie w tej samej klasie rodzice decydują się na wysłanie go do szkoły z internatem. Spotyka tam nauczyciela, który zdaje się rozumieć jego problemy..."

A. Khan jest nie tylko producentem i reżyserem gra również rolę nauczyciela- przyjaciela. Jest niesamowity... ;) Film dla każdego , nie ważne czy wcześniej stykał się z indyjskim kinem...
Ja na pewno będę wracała do niego często. Gorąco polecam. A ścieżka dźwiękowa...cóż ...można się zakochać...

czwartek, 18 lutego 2010

Z sentymentu...

Obraz Rahula wyskakującego z helikoptera robi na mnie piorunujące wrażenie...zawsze ;) Przystojny, młody i bogaty...czego chcieć więcej?... ; ) Dobry na wszystkie smuteczki.


środa, 17 lutego 2010

Trochę " prywaty"...

Nie będzie o Indiach- tak wyjątkowo...9 lutego ukazała się nowa płyta HIM...słuchałam tego będąc nastolatką. Dwie poprzednie płyty były moim zdaniem nie zbyt dobre...zbyt ciężkie. Dlatego właśnie postanowiłam opublikować ten post, ponieważ nowa płyta jest rewelacyjna ! ;)
" Screamworks Love in Theory and Practice". Może to dlatego,że nosi znowu długi tytuł? hmmm, nie mam pojęcia ale jest fantastyczna! ;)
Oto video promujące

wtorek, 16 lutego 2010

This is a hot dog ;)

" Koochie Koochie Hota Hai"- czyli " Coś się dzieje " w wersji anime ;) Pies mówiący głosem SRK ... ;)



poniedziałek, 15 lutego 2010

Sadhu znaczy " święty człowiek"



Usłyszałam głos mamy z drugiego pokoju " Włącz telewizor program o Indiach! ". W pośpiechu znalazłam pilota i zaczęłam szukać... program trwał ponad godzinę i opowiadał o życiu sadhu. Wędrowcach, ascetach hinduskich, dążących do absolutnego wyzwolenia. Często żyjących w ubóstwie w swoich społecznościach poddanych woli Guru.

" Palą haszysz, medytują, modlą się. Na dni i tygodnie wstrzymują pracę serca ".


Mimo tego, że są wiecznie naćpani... traktowani są z szacunkiem, ludzie przychodzą do nich aby uzyskać duchowe wsparcie. Oddają swoje pieniądze Guru, który rozdaje je następnym przybyłym ( chowa je pod dywan na którym siedzi).

" Nacinają własne ciała. Jedzą resztki z pogrzebowych stosów. W ludzkich czaszkach piją mocz. Czynią cuda. Są święci".



Raz na 12 lat w Indiach odbywa się Meha Kumbh Mela- największy festiwal religijny świata. Nad Ganges zjeżdża się kilka milionów pielgrzymów w tym oczywiście sadhu.

" Sadhu grzebie w tekturowym pudełku po butach „Baty”, pełnym glinianych, podłużnych, r ozszerzających się ku górze fajek - czilum. Ostukuje je, słucha dźwięku paznokcia drapiącego glinę. Wreszcie wybiera jedną. Odkłada na bok. Z innego pudełka wyciąga owinięty w papier gazetowy kawałek haszyszu(...)".

Sadhu jest nomadem. Nie ma nic. Całe życie poświęca temu, aby wyzwolić się z "mokshy", reinkarnacyjnego koła wcieleń, by stać się jednością z Bogiem. Jest martwy za życia, martwy dla rodziny i przyjaciół. Dla " Ja chcę" , " Ja mam". Żyje z tego co otrzyma od ludzi nie prosi o nic nie pożąda.

" W czasie swojej inicjacji sadhu przeżywa własną śmierć. Umiera. Rozumiesz? Świadomie umiera dla tego świata. Znaczy się go gorącym żelazem na rękach, dokonując symbolicznego aktu kremacji jego ciała".

Upalanie się :

To nie jest takie normalne upalanie się, to święta komunia. Sama fajka jest symbolem boskiego lingamu, falusa Sziwy. Odpowiednio złożone palce, w których umieszczasz lingam to joni, vagina bogini. Wkładając fajkę w łono palców dokonujesz aktu prokreacji - to, co męskie łączy się z tym, co kobiece. Jednocześnie mokra szmatka symbolizuje żywioł wody, oddech powietrze, ogień... a gliniana fajka - materię, ziemię. Tak więc paląc nie tylko upalasz się, czy też bierzesz udział w seksualnym połączeniu bogów, ale także łączysz, niczym Bóg w dniu stworzenia, wszystkie żywioły - stwarzasz świat.

Zawsze uśmiechnięci o trochę nieprzytomnych oczach
. Jedni nadzy pokryci tylko popiołem inni ubrani w brązowe lub pomarańczowe szaty. Z długimi nie obcinanymi włosami lub całkiem łysi.

" Przez te 30 lat wiele lat spędziłem na umartwianiu się. Wielodniowych medytacjach, pozycjach jogi, głodówkach. Widziałem rzeczy, które wy, ludzie Zachodu, nazywacie cudami... Sadhu na kilka tygodni zakopywanych w ziemi bez powietrza, innych, żywiących się tylko wodą, albo tych, chodzących po wodzie i lewitujących... okaleczających się, jedzących ludzkie mięso i pijących mocz z ludzkich czaszek w czasie świętych ceremonii, widziałem chorych na trąd leczonych dotknięciem rąk, sparaliżowanych, chodzących po szamańskich zabiegach sadhu... I co? I nic... W rzeczywistości te cuda nie mają znaczenia. Są tylko zewnętrznym znakiem mocy tych ludzi... Czym jest ta moc? To Bóg. Sadhu są tymi, którym udało się zrealizować w sobie rzeczywistość boską. Są bogami... Sterują swoimi funkcjami biologicznymi, potrafią przestać oddychać, zatrzymać pracę serca. Kierują swoimi emocjami. Uczuciami. Myślami... Czasem. Przyszłością. Teraźniejszością"- Chandru Baba- Sadhu.

Sadhu ( i nie tylko ) wierzą, że krowa jest świętym zwierzęciem. Zatem wszystko co z niej wychodzi też...to nie śmierdzi tylko pachnie... W programie widziałam jak mieszkańcy wioski przynosili krowie odchody sadhu aby "oblepił nimi " miejsce na ogień. Ma to przynieść pomyślność i pomoc w medytacji oraz jodze...

Dla mnie są oni fascynujący...widząc ich całe tłumy zjednoczone ze sobą...można odzyskać wiarę...nie tylko w bogów...