wtorek, 22 maja 2012

Pracownik socjalny potrzebny od zaraz

Przy wejściu na Main Bazaar, długą aleję wypełnioną sklepami i hotelikami, sąsiadującą z dworcem kolejowym New Delhi, pojawiał się co rano kaleka zdeformowany tak potwornie, że trudno było określić jego wiek. Poczerniała, wykrzywiona bólem twarz mogła należeć do starca lub młodzieńca. Nie miał rąk ani nóg. Promienie z każdą godziną rozgrzewały asfalt, zmuszając go do makabrycznego tańca- przewracania się z boku na plecy i z powrotem, ratowania palonej gorącem skóry. Konwulsyjne poszukiwanie ulgi trwało do wieczora. Leżące obok srebrne monety lśniły w słońcu, dopełniając obrazu rozpaczy. Trzeba było zatrzymać wzrok, pokonać pierwszy szok, bezradność i odrazę, żeby dostrzec najgorsze: ten człowiek nie mógł sam zebrać rozsypanych rupii, nie dostawał się tu o własnych siłach. Ktoś go przyniósł i ktoś zabierze jego zarobek. Kaleka został wystawiony na ludzkie spojrzenia jak budząca trwogę i litość cyrkowa atrakcja- doznanie warte rupię lub dwie.

Wychudzona staruszka owinęła się sari - tak znoszonym i spranym, że wszystkie zdobiące je wzory zniknęły, została tylko zielonkawa lamówka. Kobieta składa pooraną dłoń w kubeczek, nachyla się nad pasażerami, przybliża wypaloną słońcem twarz. Głębokie i gęste zmarszczki szatkują zwiotczałą skórę, biegną wzdłuż zapadniętych z głodu policzków. Mówią o życiu pełnym trudu o pracy w polu, kilku porodach, chorobach, dzieciach, które odeszły, i mężu, który zmarł. Bezzębne usta zapadły się do wewnątrz, zmęczone powtarzaniem próśb. Rozchylają się lekko w błagalnym grymasie , zastygającym na granicy śmiechu i płaczu. Ruchliwe i czujne pozostają tylko oczy- lśnią niczym ogniki. One jedyne mają jeszcze siłę, mogą wybłagać ratunek. Staruszka nie śpiewa, jej jedynym tytułem do żebrania są starość i osamotnienie, które przyciskają ją do ziemi. Skulony kręgosłup dźwiga jakiś niewidzialny ciężar, sprawiając, że kobieta maleje. Życie uchodzi z niej stopniowo, cielesne rusztowanie zaczyna się walić. Kilka monet pomoże przetrwać do jutra. 

" Lalki w ogniu" 

Nie ma możliwości przeprowadzenia wywiadu środowiskowego czy podpisania kontraktu socjalnego. Nie znajdzie się zasobów klienta, nie popracuję nową super metodą TSR. Nie będzie uśmiechniętej pani w okienku z pieczątką- nie będzie zasiłku co miesiąc... 

niedziela, 13 maja 2012

sobota, 5 maja 2012

Jedzie pociąg z daleka...



Kolej to duma Indii, majestatyczny widok wjeżdżających na dworzec wagonów. Każdego dnia na peronach tłoczą się ludzie. Ludzie, którzy podróżują zwykle w poszukiwaniu lepszego życia. Rzadziej z przyczyn turystycznych. 

" Dziesiątki wysłużonych zwrotnic prowadzących do peronów, ramp przeładunkowych i bocznic wymuszają ostrożność, ale też finał podróży jest zawsze wydarzeniem zwycięskim, domaga się królewskiej gracji". 

Lokomotywa zawsze na przedzie , za nią wagon bagażowy wypchany aż po sufit. Dalej trzy wagony najniższej klasy bez rezerwacji zwanej general wiozących ludzi ubogich i wytrwałych. 

" Wsiedli pierwsi, z najmniejszymi tobołkami i największą nadzieją, pchani jakimś niezwykłym powodem, który im - niemającym prawie nic- kazał ruszyć tak daleko. Czekali na pociąg najdłużej, stojąc na peronie w równej linii, pilnowani przez znużonych policjantów wymachujących lathi - bambusowymi kijami o metalowych końcach".

Kiedy blokada drzwi zostaje wyłączona ruszają do walki, cisną się do środka nie zważając na kobiety, dzieci i starców.Miejsc zawsze brakuje a droga jest długa, kto pierwszy ten lepszy... Jeżeli ktoś nie zdoła zająć siedzenia będzie zmuszony jechać ściśnięty na podłodze. Nie zazna snu ani spokoju, nieustannie poszturchiwany przez przechodzących sprzedawców i podróżnych. 
Dalej kuszetki drugiej klasy - czternaście wagonów sypialnych. Tu jadą wiejskie rodziny, które stać na jedną akuszerkę. Między wagonami kuszetek mieści się pociągowa kuchnia - nasz Wars, w której mężczyźni przygotowują posiłki rozdawane pasażerom podczas jazdy.  

" Za ostatnim sypialnym  toczą się cztery wagony wiozące najbogatszych podróżnych, odseparowanych czarnymi szybami od duchoty o znojów indyjskiej prowincji. Okien nie da się otworzyć, nie można zajrzeć do środka, z zewnątrz także niewiele widać- bo czym są indyjskie pejzaże wypłukane z kolorów, wystudzone klimatyzowanym powietrzem. Odcięcie od pospólstwa ma lepiej sytuowanym gwarantować czystość i komfort w postaci smaczniejszych posiłków, poduszki, koca, firanki nad łóżkiem, a także nieco większej przestrzeni".

Lokomotywa łącznie ciągnie ponad dwadzieścia platform co zajmuje pół kilometra.  Gdy pociąg staje wszystko dzieje się bardzo szybko. Znieruchomiali ludzie wyskakują na perony, oczywiście najszybciej rozbiegają się pasażerowie najtańszych klas. Ich podróż nie jest przygodą, jest koniecznością. Jednak zanim jeszcze ostatni pasażerowie wysiądą z pociągu do wagonów wskakują dworcowe dzieci. 

" Małe, ciemne postaci pracują szybko i zręcznie. Przez korytarze i przejścia między wagonami przemykają ich łachmany - krótkie brudne nogawki, powyciągane koszulki, którymi wycierają podłogi, szczeliny i wnęki.Czarne stopy wskakują na siedzenie, zwinne ramiona podciągają ciało, ręka sięga po porzuconą na górnej leżance plastikową butelkę (...) Znaleziska lądują w wysłużonych plecionych workach, szybko pęczniejących. Umorusane głowy zaglądają jeszcze do pociągowych latryn i pod umywalki w korytarzach. Nie ma chwili do stracenia, bo okiennice w kolejnych wagonach zamykają się z hukiem". 

Dworcowe dzieci wyskakują. Ich twarze są wykrzywione w bólu, wyniszczone i mroczne. W niczym nie przypominają twarzy beztroskiego dziecka. Nie znają dotyku dłoni matki, ciepła koca i miękkości poduszki. Ciągle w biegu, czujne, gotowe do obrony i ucieczki. Samotne i bezwzględne - każde pilnuje swojej zdobyczy. 

" Podczas gdy czterech ośmiolatków ciągnie worki z ekspresu, dwójka młodszych chłopców maszeruje w przeciwną stronę. Idą objęci, przepychając się wesoło i wyrywając sobie z rąk małą torebkę. Na zmianę przykładają ją do nosa i ust. Wciągają klej wprawnie, nie pierwszy raz. Objuczonych bagażami pasażerów mijają z obojętnością- nie zadają im pytań, nie są ciekawi, skąd przyjechali ani gdzie się wybierają. Żyjące wśród pociągów dzieci są najwierniejszymi obywatelami dworcowego świata. Jako jedyne donikąd stąd nie odjadą".

Nie mają domów ani rodziców. Żadnej przyszłości- żadnego wczoraj ani jutro.
Cytaty: " Lalki w ogniu" Paulina Wilk