niedziela, 22 kwietnia 2018

W drodze do wolności

Indie od niemalże 1600 roku były pod panowaniem Brytyjczyków. Dopiero pod koniec II wojny światowej strona brytyjska zaprzestała walk i zaczęła prowadzić dialog. Nie wszyscy jednak popierali pokojowe zamiary Nehru oraz Gandhiego.
Na czele entuzjastów walki zbrojnej stanął Subhas Chandra Bose, który nawoływał do pokonania wroga ich własną bronią. W czerwcu 1939 roku utworzył on odrębną partię polityczną All India Forward Bloc, czyli Indyjska Armia Narodowa.

W lutym 1944 roku rozpoczęła ona działania wojenne przeciw Brytyjczykom w składzie Japońskiej armii na terenie Birmy. Hasłem przewodnim walki stało się „Marsz na Delhi” a tymczasową siedzibą Rządu Wolnych Indii został Rangun. W marcu indyjskie oddziały zaatakowały terytorium Północnych Indii, co było dla Brytyjczyków nie lada zaskoczeniem. Samobójczy oddział pod dowództwem płk. Shaukata Malika zdołał powstrzymać Brytyjskie linie obronne i przedrzeć się do miasta Moirang. Zajęte ziemie oddano pod panowanie Rządu Tymczasowego Wolnych Indii.
Po zakończeniu wojny Brytyjski rząd wytoczył proces schwytanym żołnierzom INA pod zarzutem zdrady. Procesy trzech wysokich oficerów odbyły się w Czerwonym Forcie, a obrońcą ich nie był kto inny jak sam Nehru.

Rangoon w reżyserii Vishala Bhardwaj przenosi widza właśnie w czasy kresu II wojny światowej, do panowania Brytyjskiego, gdzie biały człowiek znaczył najwięcej. Poznajemy dziewczynę zgarniętą z ulicy, teraz słynną i zamożną aktorkę. Zakochaną oczywiście w swoim wybawcy, egoistycznym, zapatrzonym w sukces mężczyźnie, któremu własna kariera nie potoczyła się tak jak planował. 
Dziewczyna bez wątpienia piękna, nie grzeszy inteligencją i wierzy w każde wypowiedziane słowo swojego ukochanego, jest uległa i posłuszna. Brytyjczycy chcą się zabawić, więc wysyłają ją w podróż do żołnierzy przebywających w fortach.  Jej ukochany zostaje na miejscu uwikłany w podłą intrygę dziadka. A dziewczyna z początku wściekła, przeżywa przy boku swojego ochroniarza Malika największą przygodę i miłość życia. Po perypetiach i niebezpieczeństwach udaje jej się cało powrócić do swojego dawnego życia. Tyle tylko, że  nie jest ona już tą samą dziewczyną. Nie jest małą, naiwną Julią słuchającą poleceń.
Malik rozbudził w niej uczucia o, których istnieniu nawet nie podejrzewała i dostrzegł w niej coś więcej niż gwiazdkę hinduskiego kina. 

Bez reszty dałam się porwać tej opowieści miłosnej z historią w tle. Kupił mnie  Saif Ali Khan grający zakochanego bez pamięci, jak i oczywiście mój ulubiony Shahid Kapoor, który w roli żołnierza i kochanka sprawdza się doskonale. Nie jest to film Bollywood, piosenki nie są tak istotne a i nie jest ich zbyt wiele. Jest to film, który daje do myślenia i pozostawia w widzu pewien niedosyt, złość i uczucie niesprawiedliwości. Nie oglądałam już dawno żadnego indyjskiego filmu z racji przejedzenia się Panem Khanem, ale nie żałuję że sięgnęłam w tę piękną niehandlową niedzielę po tę pozycję. Serdecznie polecam! I czekam na komentarze po seansach! 




piątek, 3 marca 2017

Happy New Year, czyli Wielki Skok


Po wielkim sukcesie Om Shanti Om miałam pewne obiekcje, co do kolejnego filmu Farah Khan. Bałam się, że zobaczę powtórkę, powielenie tych samych schematów, prześlizgiwanie się na niewątpliwie ogromnym sukcesie produkcji z roku 2007. Moje obawy potęgowała identyczna obsada głównych bohaterów.


Kiedy w końcu (po wielu trudach) usiadłam do oglądania-niemalże od samego początku się zakochałam. Kolory i przepych sprawiły, że poczułam się jak w domu. Fantastyczne poczucie humoru z nutą ironii i samokrytycyzmu, dzięki, któremu na twarzy pojawił się szczery uśmiech. A muszę nadmienić, że od bardzo dawna Bollywood mnie nie bawił. Większość filmów była przekoloryzowana- ten również taki był, ale w tym dobrym znaczeniu. Reżyserka potrafiła przyciągnąć widza z początku wydawało się banalną historią. 
Właśnie  poczucie humoru i dystans jaki jest odczuwany niewątpliwie w Happy New Year powoduje, że jest to film, który ogląda się z przyjemnością, piosenki nuci pod nosem, a barwy dosłownie pożera wzrokiem. Muszę koniecznie wspomnieć o SRK, który jak wiadomo (przynajmniej, jeżeli chodzi o mnie), nie zbierał ostatnio pochlebnych recenzji. Tym razem jego rola okazała się dużo lepsza. Nie zgrywał cwaniaka, ani napuszonego bohatera, ani w co trudno uwierzyć podstarzałego lowelasa. Można powiedzieć, że był dobrym, starym ( młodym) ShahRukh’kiem, któremu się chciało. Nie mogę zapomnieć o świetnym młodym Bachchan’nie, którego rola rozwala system. Happy New Year na stałe zagości w moim repertuarze. Gorąco polecam i przyznaje mocne 8/10. 

czwartek, 23 lutego 2017

Soma- napój bogów

Soma, tajemny napój bogów, woda życia, która czyni ich nieśmiertelnymi, jest najcenniejszym skarbem wszechświata. Zatem nic dziwnego, że uważano Somę za boga napojów odurzających. Był on także bogiem księżyca, gwiazd, planet jak też ceremonii ofiarnych i zaślubin.

Matką boga księżyca była Anasuji, ojcem zaś wieszcz Atri, drugi syn Brahmy. Soma pragną zostać królem nieba, dlatego poddał się obrzędowi radźasuja, czyli wyświęceniu na króla. Uroczystość ta rozsławiła młodego Somę, który stał się z tego powodu dumny i przemądrzały. Zakochał się w żonie swojego młodszego brata – Tarze; godzinami recytował wiersze o urodzie dziewczyny, której skóra była biała jak kwiat lotosu, śpiewał o niej pieśni i za wszelką cenę usiłował ją zdobyć.

Po wielu trudach ku rozpaczy brata udało mu się zbiec z ukochaną. Wszyscy bogowie nakłaniali Somę, aby uwolnił Tarę, ten jednak zaślepiony miłością głuchy pozostał na jakiekolwiek wołania. W rezultacie bogowie potępili Somę ( poparł go jedynie władca planety Śukra). Tak właśnie rozpoczęła się wielka bitwa zwana Tarakamją. Na czele wojsk bogów stanął Rudra zaś Śukra-Uśanas dowodził armią Asurów i demonów. Bitwa była tak przerażająca, że sama Ziemia poprosiła Brahmę o pomoc. W końcu Tara została uwolniona i zwrócona mężowi, wkrótce powiła synka, którego ojcem był Soma.

Po utracie Tary Soma ożenił się z 27 córkami Dakszy. Najbardziej ukochał Rohini, więc pozostałe żony poskarżyły się ojcu, że są lekceważone. Gdy zdenerwowane żony po raz trzeci skarżyły się ojcu ten rozgniewał się srodze i zesłał na Somę wieczną chorobę w wyniku, której stawał się on coraz bledszy i chudszy, aż w końcu niemalże zniknął.

Wówczas udał się na zachodni brzeg oceanu, w miejsce, w którym wpadała do niego święta rzeka Saraswati. W jej świętych wodach obmył się z grzechu. Odtąd zawsze podczas ciemnej połowy miesiąca księżyca ubywa, przybywa zaś podczas jasnej połowy. Niektórzy mówią, że ubywa go dlatego, ze bogowie i zmarłe dusze przebywające w królestwie Jamy spijają z niego somę, a następnie słońce ponownie napełnia księżyc świętym napojem.

Somę, będącą napojem rytualnym uważano za sok z roślin zawierających substancje halucynogenne. Inna teoria głosi, że sok ten pochodził z rośliny z rodzaju Ephedra i nie wywoływał wizji halucynogennych, chociaż mógł mieć właściwości orzeźwiające i powodować brak senności. 

piątek, 4 listopada 2016

Na pamiątkę mitycznych wydarzeń

Mahabharata jest to najbardziej znana wielka epopeja, przedstawiająca wyjątkowy świat mitycznych wyobrażeń. Powstała między 400r. p.n.e. a 400r. n.e. Opowiada o walce o władzę dwóch spokrewnionych ze sobą rodów. Konflikt ten mógł wystąpić w VIII w. p.n.e. lub wcześniej. Epopeja nie ma charakteru jednorodowego i nie jest dziełem jednego autora. 

Niegasnącym powodzeniem i uznaniem cieszy się również Ramajana, która doczekała się wielu wersji, a sama historia opowiadana jest do dzisiaj w rozmaity sposób; od tanecznych dramatów, przedstawień lalkowych po seriale telewizyjne. 

W świętach indyjskich obowiązuje przede wszystkim kalendarz lunarny. Rok w kalendarzu lunarnym dzieli się na dwie części – uttarajana czyli pomyślną i niepomyślną – dakszinajana.

Niepomyślna część przypada na miesiące od połowy lipca do połowy stycznia. Wtedy trwa bitwa między bogami i demonami. Natomiast w trakcie pomyślnej części roku bogowie ustanawiają ład i porządek w świecie. Dlatego przedstawia się ich w pełnej chwale, na rydwanie który niesiony jest ulicami miast.
Najwięcej świąt ma miejsce w ciągu ćaturmasam, czyli czterech miesięcy obejmujących okres od połowy lipca do połowy października. Jest to czas kiedy Wisznu zapada w sen i ciężar utrzymania ładu na świecie spada na ludzi. Większość świąt podczas ćaturmasam upamiętnia triumf dobra nad złem, dlatego odbywają się one w „ciemnej” połowie miesiąca, czyli od pełni do nowiu.
Święta religijne odnoszą się do wydarzeń mitycznych, jednoczą czas boski, kosmiczny i ludzki. Zapewniają trwanie świata i jego cykliczność poprzez powtarzanie i odprawianie stosownych rytuałów i obrzędów. Do dziś stanowią one ważną części życia hinduskiej społeczności, pomimo że w większych miastach współczesna cywilizacja coraz silniej wypiera tradycję. 

czwartek, 3 listopada 2016

Mohenjo Daro

Mohendżo Daro to starożytna osada w pobliżu brzegu Indusu znajdująca się w obszarze doliny cywilizacji Indusu. Miasto przeżywało swój rozkwit między 2600 a 1900 roku p.n.e.  Otoczone potężnymi murami miasto miało powierzchnię co najmniej 20 ha, a mury stanowiły swoistą obronę przed wylewami Indusu. Ruiny miasta zostały odkryte w latach 20 XX wieku, prawdopodobnie w 1920 roku przez archeologa Johna Marschalla.

Obecnie ruiny znajdują się na terenie Pakistanu w prowincji  Sindhu.  


Historycy w dalszym ciągu nie wiedzą do końca co spowodowało zniszczenie miasta. Sugerowano trzęsienie ziemi, które dokonało sporych zniszczeń po czym zmieniło bieg rzeki Indus, co wpłynęło na miejscowe rolnictwo i spowodowało wyludnienie. Zasugerowano także liczne najazdy wrogich wojsk. Zdaniem historyków budynki w mieście zniszczone zostały w charakterystyczny sposób, a podczas wykopalisk odnajdywano ciała mieszkańców na ulicach w nienaturalnych pozycjach.  

W filmowej wersji opowieści o tym wspaniałym mieście widz jest świadkiem rozkwitu i zniszczenia osady przez wody Indusu.
Główny bohater, piękny i umięśniony Sarman  trafia do miasta z zamiarem handlu. Trafia go także strzała amora i postanawia osiedlić się w mieście, które robi na nim ogromne wrażenie.  Walczy z przeciwnościami losu o uczucie do ukochanej, rozstrzygnięcie zagadki swojego dzieciństwa i  jawną niesprawiedliwością ze strony władz miasta. Film z pięknymi kostiumami, odpowiednią muzyką i klimatem pozwala widzowi przenieść się w ten starożytny świat.  


Byłam miło zaskoczona, bo dawno nie było mi dane oglądać dobrego indyjskiego kina. I mimo kilku denerwujących dialogów i postaci, jak na przykład Moonja film oceniam na mocne 7. 

poniedziałek, 17 października 2016

Dwa zwaśnione rody

Dilwale w reżyserii Rohita Shetty, wyprodukowany przez Gauri Khan -romantyczny film rodem z Bollywood, opowiadający historię miłości dwóch pokoleń. Tak się złożyło, że po raz kolejny główną rolę męską zagrał Shah Rukh Khan. I tym razem wypadł lepiej. Film nie wnosi w zasadzie nic nowego, wszystkie motywy pojawiające się na ekranie gdzieś już były…

Miłość ukazana poprzez dwa pokolenia miała chyba zachęcić i zdobyć widownię w każdym wieku.  Mnie osobiście to nie przekonało. Historia Kaalego czy raczej Raja i Meery przyciągnęła tylko na chwilę pewnie z racji powrotu sławnego duetu na ekran. Natomiast  zakazana miłość Veer’a  i Ishity działała na mnie jak płachta na byka. Pretensjonalne dialogi, zarówno głównych bohaterów jak i drugoplanowych. Zaskoczenia praktycznie żadnego, za to mnóstwo kolorów bijących aż po oczach. Oczywiście nie obyło się bez poprawek komputerowych co widać na każdym kroku. Sceny pościgów i pojedynków tak nie realne, że aż śmieszne. Choć może się czepiam i właśnie o to chodziło? 

Na plus zasługuje oczywiście Kajol, która wyglądała bajecznie w swoich kolorowych sukienkach. Choć zagrać tam raczej dużo nie mogła. ShahRukh z brodą i w dodatku w deszczu wyglądał bardzo korzystnie, choć w dalszym ciągu twierdzę, że lata świetności ma już za sobą. Na uwagę zasługuję również piosenka pt: Janam Janam. Dzięki niej poczułam przez chwilę, że oglądam Bollywood.
Film raczej dla młodych, bezkrytycznych fanek SRK. Do obejrzenia na jeden raz. Moja ocena to tylko 5/10.