Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 września 2019

Legenda Padmavati


Według podań Padmavati znana również jako Rani Padmini rządziła pomiędzy  XIII-XIV wiekiem na terytorium dzisiejszych Indii.

Padmavati była wyjątkowej urody księżniczką królestwa Singhal (Sri Lanka). Władca Fortu Chittor- Ratan Sen usłyszawszy o jej urodzie od gadającej papugi imieniem Hiraman z miejsca się w niej zakochał i uczynił jedną ze swoich żon.

Niestety na drodze ich miłości stanął Sułtan Alauddin Khalji, który owładnięty manią posiadania przyjął sobie za punkt honoru zdobycie młodej Padmavati. Istnieje wiele wersji dalszych  wydarzeń, w jednej z nich Ratan Sen zostaje schwytany i uwięziony w Delhi przez Sułtana, w następnej umiera w walce z Alauddinem, co przyczynia się bezpośrednio do decyzji kobiet o samospaleniu, czyli Jauhar. Królowa nie chcąc ulec muzułmańskiemu najeźdźcy, broniąc honoru kobiet Chittor- postanawia oddać się płomieniom.

Padmini przez lata pojawiała się w sztukach, powieściach, serialach telewizyjnych i filmach. Wielu historyków wciąż spiera się o autentyczność jej legendy i choć oblężenie Chittor przez Sułtana jest jak najbardziej wydarzeniem historycznym (1303 roku n.e), to o samej postaci księżnej nie do końca można tak powiedzieć.

Wczesne relacje z oblężenia Chittor nie wstukują na obecność Padmini. Z rejestrów wynika, że Alauddun zdobył fort, ustanowił się tam gubernatorem wojskowym, a następnie wrócił do Delhi. Pierwszą nie kwestionowaną wzmiankę o Padmini możemy odnaleźć w Padmavat – epickim wierszu napisanym w 1540 roku przez sufickiego poetę Malika Muhammada Jayasiego, który napisał go w hinduskim języku Awadhi i pierwotnie w perskim skrypcie Nastaʿlīq. Jest to najstarszy zachowany tekst spośród ważnych dzieł Awadhi. Najwcześniejsze zachowane manuskrypty Padmavata różnią się znacznie długością i są napisane w wielu różnych skryptach.

W 2017 roku reżyser Sanjay Leela Bhansali postanowił nakręcić Padmavati w języku hindi. Film wzbudził w Indiach masę kontrowersji, doprowadzając tym samym do podziału społeczeństwa na zwolenników i przeciwników obrazu. Do głosu doszli politycy- Lider partii Bharatiya Janata zażądał półtora miliona dolarów za głowę aktorki wcielającej się w rolę królowej.  Oczekiwania co do czystości kobiet, jak i presja społeczeństwa są ogromne. Tradycja wciąż odgrywa szalenie ważną rolę w indyjskim społeczeństwie, pomimo oddawania losu kobiet w ich ręce. W tej ekranizacji legendy Rani nie jest uległa, co powoduje oburzenie milionów kobiet i mężczyzn w całych Indiach.
Do sporów przyczyniła się w dalszym ciągu widoczna ogromna niechęć hindusów do muzułmanów, ludzie zażądali ocenzurowania filmu i zawieszenia premiery. Deepika Padukone odtwórczyni głównej roli tak komentuje tamte wydarzenia:

„ Nie czuję strachu. Czuję złość i rozczarowanie, że wciąż w naszym kraju kobieta nie może być silna, niezależna. Nawet jeśli to artystyczna wizja i filmowy wizerunek”.

Dla mnie film, jak najbardziej godny polecenia. Świetne zdjęcia i muzyka. Mocne 8/10.

niedziela, 23 września 2018

Miłość do kwadratu



„ Love Per Square Foot ” w reżyserii Ananda Tiwari ‘ego to pełna humoru, ciepła  opowieść o podążaniu za marzeniami.

Sanjay (Vicky Kaushal) i Karina (Angira Dhar) to młodzi ludzie pracujący w wielkiej korporacji bankowej. Oboje są uwikłani w lekko skomplikowane relacje damsko- męskie i oboje mimo wieku nadal mieszkają z rodzicami. Zarówno on jak i ona nie mają własnego kąta i przestrzeni dla siebie, co staje się coraz bardziej dokuczliwe zważywszy na trudny charakter domowników. Los sprawia, że ich drogi krzyżują się na weselu znajomych z pracy, od tamtej pory zaczyna kiełkować w nich myśl o własnym M. Najpierw nieśmiała, powiedziana żartem propozycja złożenia wniosku mieszkaniowego, potem oświadczyny w rikszy.
Stajemy się świadkiem rozkwitu nowego uczucia- zupełnie nieplanowanego w ich jak najbardziej profesjonalnej umowie mieszkaniowej. Oczywiście jak to bywa w tego typu filmach, coś musi pójść nie tak jak powinno. Na horyzoncie pojawia się niesamowicie irytująca postać szefowej banku, która traktuje swoich pracowników, a zwłaszcza młodego Sanjaya jak niewolników. Z biegiem wydarzeń dowiadujemy się, że szefowa to kłamczucha i psychopatka a chłopak…no cóż jest zbyt delikatny i za mało stanowczy. To staje się powodem do rozwoju poważnych komplikacji w jego relacji z Kariną.
Film ogląda się przyjemnie. Historia się nie ciągnie, nie ma przesadnie wydłużonych dialogów i wątków. Postacie są dobrze zagrane, a muzyka wpada w ucho. Idealny na niedzielę. 
Serdecznie polecam. Moja ocena to mocne 7/10.

wtorek, 26 czerwca 2018

Jab Harry met Sejal, czyli pozory mylą

W filmie w reżyserii Imitaz’a Alie’go twórcy między innymi „Kiedy ją spotkałem” czy „RockStar” możemy zobaczyć ponownie duet Shah Rukh Khan i Anushka Sharma Kohli. 
Obraz osadzony został w krajach Europejskich, takich jak Holandia, Praga czy Węgry. Wszystko okraszone jest mieszanką kolorów, modnych ubrań i nie wiedzieć czemu mnóstwem pieniędzy.Tytułowy Harry zajmuje się zawodowo oprowadzaniem turystów po różnych miastach Europy, między innymi po Amsterdamie. – do domu (do Indii) nie może wrócić z przyczyn nie do końca jasnych. To właśnie tam poznajemy jego i Sejal, dziewczynę która będzie towarzyszyła nam i jemu do końca seansu. Sejal to młoda, początkującą prawniczka, lekko zwariowana, trochę naiwna, a już na pewno zapominalska- zgubiony pierścionek otrzymany od narzeczonego staje się pretekstem do odbycia nowej podróży.
Z początku oczywiście, jak to bywa w tego typu filmach główni bohaterowie wcale za sobą nie przepadają. On zgrywa kobieciarza, a ona ewidentnie ukrywa kompleksy pod płaszczykiem udanego związku. Jednak z biegiem przejechanych kilometrów, obejrzanych zachodów słońca i wypitych kaw rodzi się pomiędzy nimi uczucie. Uczucie które zaczyna napawać Harrego lękiem a Sejal popycha do robienia rzeczy o, których wcześniej mogła tylko myśleć i to też niekoniecznie. Różnego typu perypetię zbliżają ich do siebie i w końcu nie ma odwrotu. Trzeba coś postanowić. I tu zaczynają się schody. Bo przecież Sejal dała słowo, przecież to dziewczyna z dobrego domu, zna narzeczonego od tak dawna… A Harry to wydawałoby się chłopak bez korzeni, pozbawiony jakichkolwiek głębszych uczuć. Ale czy na pewno? „Jab Harry met Sejal” to łatwy i przyjemny film nie wnoszący za dużo, może nawet trochę zbyt zachodni. Ale gdy zajrzeć głębiej i się nieco nad nim zastanowić można dostrzec coś co z pozoru jest niedostrzegalne. I pomimo lekko naciąganej fabuły i niepotrzebnych dialogów wepchanych jakby na siłę to film zdecydowanie nie jest zły, choć z tego co słyszałam w Indiach recenzję nie były zbyt pochlebne. Reprezentacyjny SRK i równie śliczna Anushka nadają klimat w sam raz na lato.  Serdecznie polecam. Moja ocena to mocne 7/10.

niedziela, 22 kwietnia 2018

W drodze do wolności

Indie od niemalże 1600 roku były pod panowaniem Brytyjczyków. Dopiero pod koniec II wojny światowej strona brytyjska zaprzestała walk i zaczęła prowadzić dialog. Nie wszyscy jednak popierali pokojowe zamiary Nehru oraz Gandhiego.
Na czele entuzjastów walki zbrojnej stanął Subhas Chandra Bose, który nawoływał do pokonania wroga ich własną bronią. W czerwcu 1939 roku utworzył on odrębną partię polityczną All India Forward Bloc, czyli Indyjska Armia Narodowa.

W lutym 1944 roku rozpoczęła ona działania wojenne przeciw Brytyjczykom w składzie Japońskiej armii na terenie Birmy. Hasłem przewodnim walki stało się „Marsz na Delhi” a tymczasową siedzibą Rządu Wolnych Indii został Rangun. W marcu indyjskie oddziały zaatakowały terytorium Północnych Indii, co było dla Brytyjczyków nie lada zaskoczeniem. Samobójczy oddział pod dowództwem płk. Shaukata Malika zdołał powstrzymać Brytyjskie linie obronne i przedrzeć się do miasta Moirang. Zajęte ziemie oddano pod panowanie Rządu Tymczasowego Wolnych Indii.
Po zakończeniu wojny Brytyjski rząd wytoczył proces schwytanym żołnierzom INA pod zarzutem zdrady. Procesy trzech wysokich oficerów odbyły się w Czerwonym Forcie, a obrońcą ich nie był kto inny jak sam Nehru.

Rangoon w reżyserii Vishala Bhardwaj przenosi widza właśnie w czasy kresu II wojny światowej, do panowania Brytyjskiego, gdzie biały człowiek znaczył najwięcej. Poznajemy dziewczynę zgarniętą z ulicy, teraz słynną i zamożną aktorkę. Zakochaną oczywiście w swoim wybawcy, egoistycznym, zapatrzonym w sukces mężczyźnie, któremu własna kariera nie potoczyła się tak jak planował. 
Dziewczyna bez wątpienia piękna, nie grzeszy inteligencją i wierzy w każde wypowiedziane słowo swojego ukochanego, jest uległa i posłuszna. Brytyjczycy chcą się zabawić, więc wysyłają ją w podróż do żołnierzy przebywających w fortach.  Jej ukochany zostaje na miejscu uwikłany w podłą intrygę dziadka. A dziewczyna z początku wściekła, przeżywa przy boku swojego ochroniarza Malika największą przygodę i miłość życia. Po perypetiach i niebezpieczeństwach udaje jej się cało powrócić do swojego dawnego życia. Tyle tylko, że  nie jest ona już tą samą dziewczyną. Nie jest małą, naiwną Julią słuchającą poleceń.
Malik rozbudził w niej uczucia o, których istnieniu nawet nie podejrzewała i dostrzegł w niej coś więcej niż gwiazdkę hinduskiego kina. 

Bez reszty dałam się porwać tej opowieści miłosnej z historią w tle. Kupił mnie  Saif Ali Khan grający zakochanego bez pamięci, jak i oczywiście mój ulubiony Shahid Kapoor, który w roli żołnierza i kochanka sprawdza się doskonale. Nie jest to film Bollywood, piosenki nie są tak istotne a i nie jest ich zbyt wiele. Jest to film, który daje do myślenia i pozostawia w widzu pewien niedosyt, złość i uczucie niesprawiedliwości. Nie oglądałam już dawno żadnego indyjskiego filmu z racji przejedzenia się Panem Khanem, ale nie żałuję że sięgnęłam w tę piękną niehandlową niedzielę po tę pozycję. Serdecznie polecam! I czekam na komentarze po seansach! 




piątek, 3 marca 2017

Happy New Year, czyli Wielki Skok


Po wielkim sukcesie Om Shanti Om miałam pewne obiekcje, co do kolejnego filmu Farah Khan. Bałam się, że zobaczę powtórkę, powielenie tych samych schematów, prześlizgiwanie się na niewątpliwie ogromnym sukcesie produkcji z roku 2007. Moje obawy potęgowała identyczna obsada głównych bohaterów.


Kiedy w końcu (po wielu trudach) usiadłam do oglądania-niemalże od samego początku się zakochałam. Kolory i przepych sprawiły, że poczułam się jak w domu. Fantastyczne poczucie humoru z nutą ironii i samokrytycyzmu, dzięki, któremu na twarzy pojawił się szczery uśmiech. A muszę nadmienić, że od bardzo dawna Bollywood mnie nie bawił. Większość filmów była przekoloryzowana- ten również taki był, ale w tym dobrym znaczeniu. Reżyserka potrafiła przyciągnąć widza z początku wydawało się banalną historią. 
Właśnie  poczucie humoru i dystans jaki jest odczuwany niewątpliwie w Happy New Year powoduje, że jest to film, który ogląda się z przyjemnością, piosenki nuci pod nosem, a barwy dosłownie pożera wzrokiem. Muszę koniecznie wspomnieć o SRK, który jak wiadomo (przynajmniej, jeżeli chodzi o mnie), nie zbierał ostatnio pochlebnych recenzji. Tym razem jego rola okazała się dużo lepsza. Nie zgrywał cwaniaka, ani napuszonego bohatera, ani w co trudno uwierzyć podstarzałego lowelasa. Można powiedzieć, że był dobrym, starym ( młodym) ShahRukh’kiem, któremu się chciało. Nie mogę zapomnieć o świetnym młodym Bachchan’nie, którego rola rozwala system. Happy New Year na stałe zagości w moim repertuarze. Gorąco polecam i przyznaje mocne 8/10. 

czwartek, 3 listopada 2016

Mohenjo Daro

Mohendżo Daro to starożytna osada w pobliżu brzegu Indusu znajdująca się w obszarze doliny cywilizacji Indusu. Miasto przeżywało swój rozkwit między 2600 a 1900 roku p.n.e.  Otoczone potężnymi murami miasto miało powierzchnię co najmniej 20 ha, a mury stanowiły swoistą obronę przed wylewami Indusu. Ruiny miasta zostały odkryte w latach 20 XX wieku, prawdopodobnie w 1920 roku przez archeologa Johna Marschalla.

Obecnie ruiny znajdują się na terenie Pakistanu w prowincji  Sindhu.  


Historycy w dalszym ciągu nie wiedzą do końca co spowodowało zniszczenie miasta. Sugerowano trzęsienie ziemi, które dokonało sporych zniszczeń po czym zmieniło bieg rzeki Indus, co wpłynęło na miejscowe rolnictwo i spowodowało wyludnienie. Zasugerowano także liczne najazdy wrogich wojsk. Zdaniem historyków budynki w mieście zniszczone zostały w charakterystyczny sposób, a podczas wykopalisk odnajdywano ciała mieszkańców na ulicach w nienaturalnych pozycjach.  

W filmowej wersji opowieści o tym wspaniałym mieście widz jest świadkiem rozkwitu i zniszczenia osady przez wody Indusu.
Główny bohater, piękny i umięśniony Sarman  trafia do miasta z zamiarem handlu. Trafia go także strzała amora i postanawia osiedlić się w mieście, które robi na nim ogromne wrażenie.  Walczy z przeciwnościami losu o uczucie do ukochanej, rozstrzygnięcie zagadki swojego dzieciństwa i  jawną niesprawiedliwością ze strony władz miasta. Film z pięknymi kostiumami, odpowiednią muzyką i klimatem pozwala widzowi przenieść się w ten starożytny świat.  


Byłam miło zaskoczona, bo dawno nie było mi dane oglądać dobrego indyjskiego kina. I mimo kilku denerwujących dialogów i postaci, jak na przykład Moonja film oceniam na mocne 7. 

poniedziałek, 17 października 2016

Dwa zwaśnione rody

Dilwale w reżyserii Rohita Shetty, wyprodukowany przez Gauri Khan -romantyczny film rodem z Bollywood, opowiadający historię miłości dwóch pokoleń. Tak się złożyło, że po raz kolejny główną rolę męską zagrał Shah Rukh Khan. I tym razem wypadł lepiej. Film nie wnosi w zasadzie nic nowego, wszystkie motywy pojawiające się na ekranie gdzieś już były…

Miłość ukazana poprzez dwa pokolenia miała chyba zachęcić i zdobyć widownię w każdym wieku.  Mnie osobiście to nie przekonało. Historia Kaalego czy raczej Raja i Meery przyciągnęła tylko na chwilę pewnie z racji powrotu sławnego duetu na ekran. Natomiast  zakazana miłość Veer’a  i Ishity działała na mnie jak płachta na byka. Pretensjonalne dialogi, zarówno głównych bohaterów jak i drugoplanowych. Zaskoczenia praktycznie żadnego, za to mnóstwo kolorów bijących aż po oczach. Oczywiście nie obyło się bez poprawek komputerowych co widać na każdym kroku. Sceny pościgów i pojedynków tak nie realne, że aż śmieszne. Choć może się czepiam i właśnie o to chodziło? 

Na plus zasługuje oczywiście Kajol, która wyglądała bajecznie w swoich kolorowych sukienkach. Choć zagrać tam raczej dużo nie mogła. ShahRukh z brodą i w dodatku w deszczu wyglądał bardzo korzystnie, choć w dalszym ciągu twierdzę, że lata świetności ma już za sobą. Na uwagę zasługuję również piosenka pt: Janam Janam. Dzięki niej poczułam przez chwilę, że oglądam Bollywood.
Film raczej dla młodych, bezkrytycznych fanek SRK. Do obejrzenia na jeden raz. Moja ocena to tylko 5/10. 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Fan i jego Idol

Fan- reżyseria Maneesh Sharma, scenariusz Habib Faisal (TaraRumPum, Jhoom Barabar Jhoom).



Opowieść o młodym człowieku zafascynowanym gwiazdorem ze szklanego ekranu. W obydwu rolach nie kto inny jak King Khan.
Gaurav Chandra od najmłodszych lat wiąże swoje życie z supergwiazdą indyjskiego kina Aryanem Khaann’ą. Wytapetowany zdjęciami pokój, aż razi w oczy. Chandra zarabia na życie głównie dzięki swojemu podobieństwu do aktora - wygrywa coroczne konkursy udając Khaana. Nazywa siebie Juniorem… 
Z początku nie wydaje się to groźne, może tylko lekko dziwaczne. W końcu chłopak jest dorosły a nie ma żadnych większych planów na przyszłość, nie ma nawet dziewczyny. Uwielbienie zmienia się w obsesję w momencie starcia się dwóch różnych światów. Okazuje się, że oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Chandra staje się agresywnym fanem...

Nie jest to do końca dramat, nie jest to thriller. W zasadzie nie wiadomo co to jest…Dłuży się niesamowicie, nie trzyma tempa. Jest przewidywalny do bólu. Na ekranie widzimy jak SRK próbuje za wszelką cenę udowodnić, że jeszcze może coś z siebie wykrzesać. Podwójna rola miała pokazać, że nadal jest Wielki. Otóż jak na mój gust dawno przestał taki być. Cóż oczekiwałam zupełnie czego innego. Akcji, napięcia, jakiejś więzi z bohaterami. A co dostałam…? Papkę zmieloną do granic możliwości na modłę indyjskiego kina. Film ewentualnie może być do obejrzenia dla zagorzałych fanów Khana. Moja ocena to 4/10 i to tylko przez wzgląd na stare czasy. 

środa, 6 kwietnia 2016

Dhanak

Tęczowa podróż z SRK w tle. Zapowiada się naprawdę dobrze, może dlatego, że główny idol Indii nie występuje? hm...nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że Pan Khan nie wie, kiedy ze sceny zejść niepokonanym...

niedziela, 4 października 2015

Podróż na sto stóp

Bohaterami filmu „Podróż na sto stóp” są członkowie indyjskiej rodziny, którzy po utraceniu całego dobytku w pożarze oraz śmierci matki zmuszeni są aby wyemigrować do Europy. Ich marzeniem jest otworzenie na powrót restauracji, którą utracili w Mumbaiu. Przypadek sprawia, że trafiają do niewielkiego francuskiego miasteczka, gdzie po wielu perypetiach otwierają restaurację z kuchnią indyjską. Sytuacja się komplikuje, gdy okazuję się, że po drugiej stronie ulicy mieści się restauracja francuska aspirująca do drugiej gwiazdki Michelin. W dodatku właścicielka nie jest przychylnie nastawiona do konkurencji- do tej pory jej restauracja była jedyną w okolicy. Następuje zderzenie obu, zupełnie różnych światów. Jedzenie jest zdecydowanie motywem przewodnim. Gotowanie staje się sztuką, wyrafinowaną i piękną. Widz może nacieszyć oczy intensywnymi barwami różnorodnych produktów. Może wręcz poczuć aromat egzotycznych przypraw. Miłość do gotowania i pasja stają się pomostem pomiędzy tak wydawałoby się różnymi ludźmi i kulturami. Główny bohater rozwija się jako szef kuchni, poznaje nowe smaki i możliwości. Rodzinna restauracja przynosi spore zyski. Na horyzoncie pojawia się również miłość. Film namawia do otwierania się na inne kultury, w sposób lekki i przyjemny uczy także tolerancji i tego, żeby nie bać się zmian. Bo nawet 200 letni przepis czasami warto zmodyfikować. Ze względu na tematykę zaleca się nie oglądanie na pusty żołądek. Moja ocena to mocne 8\10.

piątek, 31 lipca 2015

Za wszelką cenę

" Nie chodzi o to, jak mocno bijesz, ale o to jak dużo ciosów jesteś w stanie znieść i nadal brnąć do przodu. Tak się wygrywa".

Mary Kom urodzona 1 marca 1983 roku w Indiach. Wzrost 158 cm. Pięściarka. Brązowa medalistka igrzysk olimpijskich 2012, pięciokrotna mistrzyni świata amatorek. Występuje w kategorii do 51 kg, brązowa medalistka Igrzysk Azjatyckich 201o roku. 
W jej postać właśnie wcieliła się dobrze wam znana Priyanka Chopra, premiera  filmu we wrześniu. Zapowiada się obiecująco! 


środa, 22 lipca 2015

Bollywood- pokochać i nie zwariować

"Filmy, w których gram, przeznaczone są głównie dla widzów, którzy rozumieją mój język. Nie chodzi mi bynajmniej o hindi; mam raczej na myśli język mojego kina". - Shah Rukh Khan 

Człowiek rozpoczynający przygodę z tą niezwykłą kinematografią, przekonany jest, że wie na jej temat wszystko. Bollywood to trzygodzinne, pełne barw romanse ze wstawkami muzycznymi, w których odziane w sari dziewczyny tańczą pośród pełnych przepychu dekoracji. W ciągu roku powstaje tysiąc bliźniaczo do siebie podobnych produkcji z kiczowatą fabułą zaczerpniętą wprost z telenoweli. Aktorom nie wolno się całować, a w każdym tytule musi pojawić się słowo "miłość". 
Jeżeli zdołamy przebić się przez masę stereotypów i kiczu, jeśli ciekawość pozwoli nam dowiedzieć się czegoś więcej, to możemy odkryć ze zdziwieniem,że w Bombaju powstają nie tylko romanse z muzyką i tańcem, ale także produkcje, które w ogóle do tej formuły nie pasują. Trwają dwie godziny, albo i krócej. Kolory są przygaszone, matowe, czasem wręcz szarobure. Nie ma piosenek. Nikt nie tańczy, nie ma dziewczyn w sari. Jest za to brud,brzydota i nędza. Przemoc, okrucieństwo, brutalność. Ani śladu telenoweli. Mężczyźni bez skrępowania całują się z kobietami i nie tylko...
Miłości nie ma. Ani w tytule ani w fabule. 
Większość stereotypów i uproszczeń dotyczących Bollywoodu nie ma odbicia w rzeczywistości. Początkujący widz ze zdziwieniem przekonuje się o tym , odkrywając kino społeczne, obyczajowe, gangsterskie, biograficzne. Bollywood bardzo dzielnie opiera się wszelkim próbą szufladkowania, systematyzowania i etykietowania. Do jakiej kategorii przypisać produkcję, która jest jednocześnie komedią obyczajową, dramatem rodzinnym, thrillerem politycznym, filmem sensacyjnym i do tego zawiera piosenki...? Zamiast aktorów śpiewają wykonawcy z playbacku, często w innym języku niż ten, w którym toczą sie dialogi. Zawsze znajdzie się jakiś film, którego się nie widziało, piosenka, której się nie słyszało, czy aktor o którego istnieniu nie miało się pojęcia. 
Filmy indyjskie od zawsze charakteryzowały się olbrzymią różnorodnością; wrzucenie wszystkich do jednego worka byłoby nieporozumieniem. Poza egzotyką, kolorową otoczką kryje się coś więcej, niż tylko piosenki i piosenki... 

środa, 8 lipca 2015

Dogonić marzenia

Ramię za milion dolarów opowiada historię dwóch indyjskich chłopców, pochodzących z niewielkich, ubogich wiosek. Rinku Sing – syn kierowcy ciężarówki, jeden z dziewięciu braci mieszkający z całą rodziną w jednopokojowym domu. Jako dziecko rzucał oszczepem lub grywał w krykieta na podwórku, choć szczerze nie lubił tej gry. Został medalistą w rzucie oszczepem juniorów. Na początku 2008 roku Singh wziął udział w konkursie - Million Dollar Arm. Konkurs został wymyślony przez amerykańskiego agenta sportowego- JB Bernsteina, który chciał wyprowadzić swoją firmę z kłopotów finansowych. Konkurs miał na celu wyłonić najlepszych kandydatów do amerykańskiej ligi baseball’a wśród nigdy nie uprawiających tego sportu Indusów.
Rinku wygrał konkurs po wyrzuceniu piłki 87 mil na godzinę. Wicemistrzem został Dinesh Kumar Patel- porzucony przez rodziców z powodu skrajnego ubóstwa, w wieku 14 lat zaczął rzucać oszczepem.

Po wygranej w konkursie i wyjeździe do Ameryki zaczął się początek ich kariery sportowej. Nie było łatwo z przystosowaniem się. Inna kultura, język, obyczaje. Wszystkiego trzeba było uczyć się na nowo. Ale talent pozostał ten sam i wkrótce chłopcy zaczęli odnosić pierwsze sukcesy. Całkowicie zmienili swoje życie, jak też życie swoich bliskich. Dinesh w 2011 roku zaczął nauczać gry w baseball – pomógł swojej wsi, organizując kolejny cykl konkursów Million Dollar Arm nie pobierając za to żadnych pieniędzy. Patel natomiast wziął udział w krajowych lekkoatletycznych mistrzostwach w Kalkucie w 2011 roku i Pucharze Federacji Lekkoatletyki w 2012 roku.
Film jest opowieścią opartą na prawdziwych wydarzeniach, opowiadającą ich drogę do sławy i sukcesu. O porażkach i wzlotach- o tym, że człowiek nigdy nie powinien rezygnować ze swoich marzeń, nawet jeśli nikt wkoło w niego nie wierzy. Ze skromnych mieszkańców indyjskiej wsi stali się gwiazdami wielkiego formatu, tylko dzięki ciężkiej pracy i wierze, że wszystko może się udać. Odmienili nie tylko swój los, ale także los JB, który z zadufanego w sobie aroganckiego dupka stał się przyjacielem, mężem i ojcem.

Film o tym, że marzenia mogą się spełniać… polecam nie tylko dla fanów indyjskiego kina- proszę zapatrzeć się w chusteczki. 
Moja ocena 8\10. 

piątek, 12 czerwca 2015

niedziela, 15 marca 2015

Chennai Express


Jedzie pociąg z daleka...a w nim miłość... 


Rahul wsiadając do przypadkowego pociągu zmienia całkowicie swoje dotychczasowe życie. Dziewczyna spotkana w przedziale staje się dla niego nie tylko źródłem wszelkich nieszczęść. Duet ShahRukh Khana i Deepiki niezaprzeczalnie rewelacyjny! Ale czego innego można się było spodziewać? ;) Zabawna historia pokazana z dużym dystansem i humorem. Świetne zdjęcia i muzyka-klasyczne kino, gdzie zuchwalec zabiera swoją narzeczoną... ;) Kolory, kolory, i jeszcze raz kolory! Cudowne aż rażące momentami w oczy! Miłość, poświęcenie, walka dobra ze złem. A na końcu oczywiście happyend! :)) Czyli wszystko to co w Bollywood najpiękniejsze, jednakże ukazane ze smakiem, bez tak często spotykanej przesady. Polecam wielbicielkom King Khana (ale nie tylko). Moja ocena to mocne 8\10. 


czwartek, 19 lutego 2015

Devil na ulicach Warszawy


Kick od początku nie miał być w moim przekonaniu dobrym filmem, zakładałam że będzie pełen efektów specjalnych, kolorowym obrazem dla nastolatków. I wszystko co sobie założyłam niestety się sprawdziło. A nawet było jeszcze gorzej. Ale od początku…
W pierwszych scenach widzimy cudowną panoramę Warszawy-co oczywiście jest świetną promocją dla miasta i temu nie zamierzam zaprzeczać. Młoda Induska o pięknych długich włosach mieszka w obcym mieście, w obcym kraju wraz z rodzicami. Nie jest zbyt sprecyzowane czym dokładnie się zajmuje, albo po prostu ja tego nie wychwyciłam. Mieszka z rodzicami w pięknej rezydencji w samym środku Warszawy…
Marzy o prawdziwej miłości, zakochuje się w niesfornym, podstarzałym chłopaczku, który nie wie czym jest odpowiedzialność i obowiązek. Jednak te jego mięśnie! To pierwsza rzecz, która aż koli w oczy! Salman wygląda jakby był dosłownie nadmuchany! No, ale dobrze…zakochują się, przez moment są nawet szczęśliwi i dziewczyna zaczyna wierzyć, że chłopaczek może zmienić się w mężczyznę. Nic bardziej mylnego! Opuszcza ją by wieść w dalszym ciągu samotne życie, szukając Kick!
Na horyzoncie pojawia się przystojny policjant, który trafia do Warszawy podążając w ślad za groźnym bandytą. Z miejsca niemalże oświadcza się dziewczynie, a ona prawdopodobnie chcąc zapomnieć o byłym ukochanym zgadza się na ślub… Wszystko oczywiście się komplikuje…

Efekty specjalne jak najbardziej na plus, piosenki okazały się wielkim rozczarowaniem. Jakoś nie przekonał mnie taniec w podziemiach przy cieplnych rurach…Do tego ten straszny, sztywny Salman! Nie mogłam po prostu na niego patrzeć. Kartonowa podobizna w zupełności by wystarczyła a śmiem twierdzić, że nawet zagrałaby dużo lepiej. Fabuła przewidywalna i do bólu naiwna (kto widział ten wie mam nadzieję o czym mówię). A sama Warszawa? Cóż…miło było zobaczyć znajome kąty, polską policję ścigającą przestępcę. Ale dlaczego nikt nie mówił po polsku? Dlaczego przy stoliku w jednej ze scen siedziało kilku kibiców w biało czerwonych strojach? I po co był widoczny  ten Fakt na stojaku z prasą? Wszędzie flagi a główny bohater i tak w niemalże finałowej scenie jechał przez miasto brytyjskim, czerwonym autobusem. Pytam po co? mało mamy autobusów? Być może niektórzy uznają, że się czepiam jednakże według mojej opinii jest to zdecydowanie najgorszy film jaki obejrzałam w tym roku – aż się boję bo to dopiero początek. 

środa, 4 lutego 2015

Cudowne życie po życiu

Akcja filmu rozgrywa się na przedmieściach Londynu, gdzie dochodzi do serii zagadkowych morderstw. Ofiarami są ludzie w różnym wieku, o różnym statusie ekonomicznym i różnej płci. Łączy je tylko jedno! Wszyscy są Indusami.
Zamieszana we wszystko zostaje przeciętna rodzina- wdowa z dwójką dzieci; nierozgarniętym synem oraz wrażliwą, porzuconą przez narzeczonego córką. Matka ma jedno marzenie, aby przed śmiercią ujrzeć córkę szczęśliwą u boku tego właściwego mężczyzny. Jednak wszelkie jej starania spełzają na niczym, córka nie jest bowiem zbyt urodziwa i nikt nie ma ochoty się z nią umawiać. Ciągle dostaje kosza, a smutki i stresy topi w czekoladowych batonikach. Jednak w końcu przychodzi dzień, kiedy do ich domu puka odpowiedni mężczyzna…przystojny znajomy z dzieciństwa, detektyw w dobrze skrojonym garniturze. Prowadzi on śledztwo w sprawie pięciu morderstw, jedyne co wie to, to że morderca kimkolwiek jest potrafi gotować i zna się świetnie na przyprawach. Z biegiem czasu dowiaduje się jednak, że Rupi, która coraz bardziej przykuwa jego uwagę znała wszystkie ofiary…

Oczywiście nie zdradzę całej reszty, powiem tylko że nie jest to film wysokich lotów…Komedia, kryminał? Chyba też nie bardzo, choć są w nim momenty, które wywołają uśmiech. Taki lekki do obejrzenia z przyjaciółką (raczej dla zorientowanych w temacie indyjskiego kina). Przystojny detektyw może dużo zrekompensować ;) Moja ocena 5\10.