Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 marca 2017

Happy New Year, czyli Wielki Skok


Po wielkim sukcesie Om Shanti Om miałam pewne obiekcje, co do kolejnego filmu Farah Khan. Bałam się, że zobaczę powtórkę, powielenie tych samych schematów, prześlizgiwanie się na niewątpliwie ogromnym sukcesie produkcji z roku 2007. Moje obawy potęgowała identyczna obsada głównych bohaterów.


Kiedy w końcu (po wielu trudach) usiadłam do oglądania-niemalże od samego początku się zakochałam. Kolory i przepych sprawiły, że poczułam się jak w domu. Fantastyczne poczucie humoru z nutą ironii i samokrytycyzmu, dzięki, któremu na twarzy pojawił się szczery uśmiech. A muszę nadmienić, że od bardzo dawna Bollywood mnie nie bawił. Większość filmów była przekoloryzowana- ten również taki był, ale w tym dobrym znaczeniu. Reżyserka potrafiła przyciągnąć widza z początku wydawało się banalną historią. 
Właśnie  poczucie humoru i dystans jaki jest odczuwany niewątpliwie w Happy New Year powoduje, że jest to film, który ogląda się z przyjemnością, piosenki nuci pod nosem, a barwy dosłownie pożera wzrokiem. Muszę koniecznie wspomnieć o SRK, który jak wiadomo (przynajmniej, jeżeli chodzi o mnie), nie zbierał ostatnio pochlebnych recenzji. Tym razem jego rola okazała się dużo lepsza. Nie zgrywał cwaniaka, ani napuszonego bohatera, ani w co trudno uwierzyć podstarzałego lowelasa. Można powiedzieć, że był dobrym, starym ( młodym) ShahRukh’kiem, któremu się chciało. Nie mogę zapomnieć o świetnym młodym Bachchan’nie, którego rola rozwala system. Happy New Year na stałe zagości w moim repertuarze. Gorąco polecam i przyznaje mocne 8/10. 

piątek, 4 listopada 2016

Na pamiątkę mitycznych wydarzeń

Mahabharata jest to najbardziej znana wielka epopeja, przedstawiająca wyjątkowy świat mitycznych wyobrażeń. Powstała między 400r. p.n.e. a 400r. n.e. Opowiada o walce o władzę dwóch spokrewnionych ze sobą rodów. Konflikt ten mógł wystąpić w VIII w. p.n.e. lub wcześniej. Epopeja nie ma charakteru jednorodowego i nie jest dziełem jednego autora. 

Niegasnącym powodzeniem i uznaniem cieszy się również Ramajana, która doczekała się wielu wersji, a sama historia opowiadana jest do dzisiaj w rozmaity sposób; od tanecznych dramatów, przedstawień lalkowych po seriale telewizyjne. 

W świętach indyjskich obowiązuje przede wszystkim kalendarz lunarny. Rok w kalendarzu lunarnym dzieli się na dwie części – uttarajana czyli pomyślną i niepomyślną – dakszinajana.

Niepomyślna część przypada na miesiące od połowy lipca do połowy stycznia. Wtedy trwa bitwa między bogami i demonami. Natomiast w trakcie pomyślnej części roku bogowie ustanawiają ład i porządek w świecie. Dlatego przedstawia się ich w pełnej chwale, na rydwanie który niesiony jest ulicami miast.
Najwięcej świąt ma miejsce w ciągu ćaturmasam, czyli czterech miesięcy obejmujących okres od połowy lipca do połowy października. Jest to czas kiedy Wisznu zapada w sen i ciężar utrzymania ładu na świecie spada na ludzi. Większość świąt podczas ćaturmasam upamiętnia triumf dobra nad złem, dlatego odbywają się one w „ciemnej” połowie miesiąca, czyli od pełni do nowiu.
Święta religijne odnoszą się do wydarzeń mitycznych, jednoczą czas boski, kosmiczny i ludzki. Zapewniają trwanie świata i jego cykliczność poprzez powtarzanie i odprawianie stosownych rytuałów i obrzędów. Do dziś stanowią one ważną części życia hinduskiej społeczności, pomimo że w większych miastach współczesna cywilizacja coraz silniej wypiera tradycję. 

czwartek, 3 listopada 2016

Mohenjo Daro

Mohendżo Daro to starożytna osada w pobliżu brzegu Indusu znajdująca się w obszarze doliny cywilizacji Indusu. Miasto przeżywało swój rozkwit między 2600 a 1900 roku p.n.e.  Otoczone potężnymi murami miasto miało powierzchnię co najmniej 20 ha, a mury stanowiły swoistą obronę przed wylewami Indusu. Ruiny miasta zostały odkryte w latach 20 XX wieku, prawdopodobnie w 1920 roku przez archeologa Johna Marschalla.

Obecnie ruiny znajdują się na terenie Pakistanu w prowincji  Sindhu.  


Historycy w dalszym ciągu nie wiedzą do końca co spowodowało zniszczenie miasta. Sugerowano trzęsienie ziemi, które dokonało sporych zniszczeń po czym zmieniło bieg rzeki Indus, co wpłynęło na miejscowe rolnictwo i spowodowało wyludnienie. Zasugerowano także liczne najazdy wrogich wojsk. Zdaniem historyków budynki w mieście zniszczone zostały w charakterystyczny sposób, a podczas wykopalisk odnajdywano ciała mieszkańców na ulicach w nienaturalnych pozycjach.  

W filmowej wersji opowieści o tym wspaniałym mieście widz jest świadkiem rozkwitu i zniszczenia osady przez wody Indusu.
Główny bohater, piękny i umięśniony Sarman  trafia do miasta z zamiarem handlu. Trafia go także strzała amora i postanawia osiedlić się w mieście, które robi na nim ogromne wrażenie.  Walczy z przeciwnościami losu o uczucie do ukochanej, rozstrzygnięcie zagadki swojego dzieciństwa i  jawną niesprawiedliwością ze strony władz miasta. Film z pięknymi kostiumami, odpowiednią muzyką i klimatem pozwala widzowi przenieść się w ten starożytny świat.  


Byłam miło zaskoczona, bo dawno nie było mi dane oglądać dobrego indyjskiego kina. I mimo kilku denerwujących dialogów i postaci, jak na przykład Moonja film oceniam na mocne 7. 

poniedziałek, 17 października 2016

Dwa zwaśnione rody

Dilwale w reżyserii Rohita Shetty, wyprodukowany przez Gauri Khan -romantyczny film rodem z Bollywood, opowiadający historię miłości dwóch pokoleń. Tak się złożyło, że po raz kolejny główną rolę męską zagrał Shah Rukh Khan. I tym razem wypadł lepiej. Film nie wnosi w zasadzie nic nowego, wszystkie motywy pojawiające się na ekranie gdzieś już były…

Miłość ukazana poprzez dwa pokolenia miała chyba zachęcić i zdobyć widownię w każdym wieku.  Mnie osobiście to nie przekonało. Historia Kaalego czy raczej Raja i Meery przyciągnęła tylko na chwilę pewnie z racji powrotu sławnego duetu na ekran. Natomiast  zakazana miłość Veer’a  i Ishity działała na mnie jak płachta na byka. Pretensjonalne dialogi, zarówno głównych bohaterów jak i drugoplanowych. Zaskoczenia praktycznie żadnego, za to mnóstwo kolorów bijących aż po oczach. Oczywiście nie obyło się bez poprawek komputerowych co widać na każdym kroku. Sceny pościgów i pojedynków tak nie realne, że aż śmieszne. Choć może się czepiam i właśnie o to chodziło? 

Na plus zasługuje oczywiście Kajol, która wyglądała bajecznie w swoich kolorowych sukienkach. Choć zagrać tam raczej dużo nie mogła. ShahRukh z brodą i w dodatku w deszczu wyglądał bardzo korzystnie, choć w dalszym ciągu twierdzę, że lata świetności ma już za sobą. Na uwagę zasługuję również piosenka pt: Janam Janam. Dzięki niej poczułam przez chwilę, że oglądam Bollywood.
Film raczej dla młodych, bezkrytycznych fanek SRK. Do obejrzenia na jeden raz. Moja ocena to tylko 5/10. 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Eksplozja kolorów w Giżycku


Wprawdzie to nie Indie, nie ta pora roku, ale jak się człowiek bardzo postarał to dało się poczuć klimat Holi :) Było super, polecam każdemu! 

niedziela, 4 października 2015

Podróż na sto stóp

Bohaterami filmu „Podróż na sto stóp” są członkowie indyjskiej rodziny, którzy po utraceniu całego dobytku w pożarze oraz śmierci matki zmuszeni są aby wyemigrować do Europy. Ich marzeniem jest otworzenie na powrót restauracji, którą utracili w Mumbaiu. Przypadek sprawia, że trafiają do niewielkiego francuskiego miasteczka, gdzie po wielu perypetiach otwierają restaurację z kuchnią indyjską. Sytuacja się komplikuje, gdy okazuję się, że po drugiej stronie ulicy mieści się restauracja francuska aspirująca do drugiej gwiazdki Michelin. W dodatku właścicielka nie jest przychylnie nastawiona do konkurencji- do tej pory jej restauracja była jedyną w okolicy. Następuje zderzenie obu, zupełnie różnych światów. Jedzenie jest zdecydowanie motywem przewodnim. Gotowanie staje się sztuką, wyrafinowaną i piękną. Widz może nacieszyć oczy intensywnymi barwami różnorodnych produktów. Może wręcz poczuć aromat egzotycznych przypraw. Miłość do gotowania i pasja stają się pomostem pomiędzy tak wydawałoby się różnymi ludźmi i kulturami. Główny bohater rozwija się jako szef kuchni, poznaje nowe smaki i możliwości. Rodzinna restauracja przynosi spore zyski. Na horyzoncie pojawia się również miłość. Film namawia do otwierania się na inne kultury, w sposób lekki i przyjemny uczy także tolerancji i tego, żeby nie bać się zmian. Bo nawet 200 letni przepis czasami warto zmodyfikować. Ze względu na tematykę zaleca się nie oglądanie na pusty żołądek. Moja ocena to mocne 8\10.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Walentynki w Tavaa



Aby nie siedzieć samej w ten cudowny dzień zakochanych pojechałam do didi. A didi, jak to didi przyszykowała same niespodzianki! ;) Razem z moim szwagierkiem wybraliśmy się do indyjskiej restauracji- czwartej już na mojej liście odwiedzonych ;) Trzeba było z wyprzedzeniem rezerwować stolik a zwłaszcza w taki dzień jak 14 lutego. 
Restauracja była przestronna, dobrze urządzona -choć ja bym co nieco zmieniła. W tle cichutko dało się słyszeć indyjską muzykę. W zasadzie przynajmniej na początku nie miałam zastrzeżeń i z uśmiechem obserwowałam wystrój i wybierałam danie główne. Nie było słychać specyficznego dźwięku drzwiczek od mikrofalowi co uznałam za dobry znak. Gdy złożyliśmy zamówienie chciałam wsłuchać się w muzykę w tle, jednakże nie było to możliwe. Ciągle ktoś wchodził, wychodził – panował straszny ruch i w sumie muzyka mogłaby całkowicie zostać wyłączona. Wnętrze było surowe i jak na mój gust zbyt mało kolorowe, sprawiało wrażenie niedokończonego. Kelnerki jednak były ubrane w indyjskie stroje, co prawda do jeansów ale nie można mieć wszystkiego…



Zdążyłam przyjrzeć się wszystkiemu a zamówienia jak nie było, tak nie było. Czekałam cierpliwie pewna, że skoro tak długo trwa przygotowanie to musi być to coś wspaniałego. Po godzinie na stole pojawiła się między innymi tika masala. Pamiętam tylko palenie w przełyku… i smaczny biały ser. Jednakże większość smaków zagłuszała piekielna ostrość potrawy, nie można było dokopać się do niczego innego. Nie wiem, czy to prawidłowe czy też nie- nie mam porównania aż tak dużego, jednak rozczarowałam się. Myślałam, że poczuję smaki Indii a nie tylko chilli…


Mimo krytycznych uwag serdecznie dziękuję didi i szwagierkowi za udany wieczór walentynkowy! bahut, bahut... :) 

niedziela, 2 listopada 2014

W krainie zmarłych

Po śmierci umarli udają się do krainy zmarłych, która według hinduskiej kosmologii znajduje się na południu. Podążają do zaświatów drogą, którą pierwszy odnalazł dla nich bóg śmierci Jama. Był on także pierwszym człowiekiem zrodzonym na ziemi i tym, który pierwszy umarł, gdyż śmierć nie omija żadnej istoty żywej.

Jama był synem słońca, a jego siostrą i małżonką była Jami, z którą spłodził ludzi. Gdy Jama zmarł, Jami pogrążyła się w wielkim smutku i nieustannie opłakiwała jego śmierć. Nie mogła w żaden sposób go zapomnieć, gdyż wtedy na świecie nie było jeszcze nocy i Jami wciąż się zdawało, że Jama zmarł zaledwie przed chwilą, tego samego dnia. Bogowie stworzyli więc noc, która przyniosła Jami ukojenie.
Jama natomiast udał się po śmierci do krainy zmarłych i został jej władcą. Drogi do zaświatów strzeże bóg ognia Agni. Jego ogień spala ciała śmiertelników i oczyszcza ich dusze. Dokonuje przy tym rozróżnienia na dusze złe i dobre. Dusze tych, którzy wiedli dobre i uczciwe życie, dowożone są rydwanami do nieba Jamy. Wejścia do jego krainy strzegą dwa ogromne, czterookie psy Śabala. Złoty pałac Jamy został wzniesiony przez samego Wiśwakarmana- boskiego architekta.
Ci, którzy popełnili za życia ciężkie przewinienia, trafiają do piekieł Jamy, znajdujących się w świecie Rasatala. Piekła te umiejscowione są pod siedmioma podziemnymi świątyniami, a wzdłuż nich płynie krwawa rzeka- Wajtarani. Posłańcy Jamy, gołąb i sowa, a także słońce, księżyc, wiatr, ogień i woda obserwują ludzi i ich uczynki. Gdy przychodzi stosowny czas, Jama wysyła po dusze zmarłych swoje sługi, odziane w czarne szaty Kinkarów o ognistych włosach, strasznych twarzach i szpiczastych uszach. Niekiedy dusze nie mogą pozostać w królestwie Jamy i muszą się narodzić ponownie, by po raz kolejny podjąć próbę osiągnięcia doskonałości i wyzwolenia się z kołowrotu narodzin i śmierci. Czasami też dusze pobożnych ofiarników, dzielnych wojowników i świętych mężów udają się do gwiezdnych konstelacji. Ludzie modlą się za dusze zmarłych, składają im ofiary, a w zamian otrzymują potomstwo, szczęście i zdrowie.
Wraz z upływem czasu opisy piekieł stawały się coraz dramatyczniejsze. Miało ich być 21, a czasem mówiło się nawet o setkach. Grzesznicy byli w nich surowo karani. Okrutnicy gotowali się w oleju. Znęcający się nad zwierzętami dostawali się w ręce potworów, które rozdzierały ich na kawałki. Zabójcy kapłanów smażyli się w piecach. Królów i władców, którzy wsławili się szczególną agresją, miażdżono w moździerzach. Dusze nieuprzejmych i niegościnnych wcielały się w robaki. Natomiast zmarli ministrowie, władcy i ci, którzy prowokowali za życia konflikty religijne, po śmierci wrzucani byli do rzeki pełnej zanieczyszczeń, w której pływały krwiożercze ryby.

Na początku istnienia ludzi na świecie wszędzie panowało szczęście, dobro i sprawiedliwość. Nikt nie znał śmierci, wszyscy byli nieśmiertelni. Ziemia nie mogła jednak znieść ogromnego ciężaru ciągle przybywających ludzi i poprosiła Stwórcę-Brahmę, aby ulżył jej w cierpieniu. Ten stworzył śmierć i nakazał jej niszczyć życie wszystkich mieszkańców ziemi bez wyjątku. Taka wola Stwórcy przeraziła śmierć. Przestraszyła się ona nienawiści i rozpaczy tych, którzy zostaną przy życiu. Stwórca podarował jej więc sprawiedliwość i miłosierdzie. Śmierć zapłakała wówczas nad losem śmiertelników, a z jej łez powstały choroby, namiętność i nałogi. Stały się one przyczyną umierania żywych istot, toteż nikt nie winił za to samej śmierci. Brahma uwolnił ją od miłosierdzia i nienawiści oraz uczynił Panią Sprawiedliwości, która odtąd wykonuje jego wolę.

Prócz świata Jamy istnieją również światy niebiańskie. Jeden z nich mieści się wewnątrz oceanu Waruny. Nie pełni on w swoim niebie roli sędziego, jak wówczas gdy zasiada na tronie obok Jamy. Warunie i jego małżonce towarzyszą zastępy pomniejszych bóstw, niektóre demony, duchy wód. Do Waruny przybywają także zmarłe demony.
Niebo boga Indry, pogromcy demonów i władcy burz znajduje się na szczycie Góry Meru, ale może się przenosić wszędzie niczym rydwan. Rozbrzmiewa w nim muzyka niebiańskich gandharwów oraz tańczą niebywale piękne nimfy- apsary.

Tu także znajdują się duchy wód, wiatr, błyskawica, grzmot, chmury i planety. Wyżej umiejscowione jest niebo boga Śiwy, który stwarza i niszczy świat. Śiwa mieszka w nim razem ze swoją rodziną. Jeszcze wyżej znajduje się niebo boga Wisznu, przenikającego wszystko opiekuna życia. Jego pałace zrobione są ze złota i drogich kamieni. 

źródło: "Mitologie świata" 2007. 

piątek, 31 października 2014

Polska premiera "Kick"

"Kick" miał swoją premierę w Indiach w lipcu. Obejrzało go blisko ponad 20 milionów wodzów. Teraz czas na polską premierę! Odbędzie się ona 6 listopada, a film trafi do kin dzień później. Boskiego Salmana będzie można oglądać w czterech miastach: Warszawie, Lublinie, Łodzi oraz Krakowie. Wszystkich, którzy będą na seansie zachęcam do podzielenia się wrażeniami. :)


piątek, 3 października 2014

Komu, komu...Bo idę do domu!

Na olsztyńskim, sławnym już rynku przy ulicy Grunwaldzkiej można spotkać co piątek wielu różnych ludzi i wiele towarów. Gdzieś stoi posążek Buddy a zaraz obok leży chiński zegarek, zapach warzyw i przypraw miesza się z zapachem niezbyt świeżych ryb. Gdzieś właśnie pomiędzy stoiskiem z ziemniakami a kurczakiem zauważyłam malutki stolik a przy nim przyczepioną wydrukowaną karteczkę "Oryginalne produkty indyjskie". W związku z powyższym razem z M. zakupiliśmy herbatę zachwalaną przez Indusa nieumiejącego mówić po polsku ;) Choć cena herbaty budziła moje zastrzeżenia ("Twenty zlotych")- nie mogłam jej nie kupić. Pachnie cynamonem, kardamonem i imbirem. Troszkę Indii w stolicy Warmii i Mazur. :) 

sobota, 13 września 2014

Rice Bucket Challenge

"Oszczędzać wodę! Nakarmić głodnych!". 

Wiadro wody na głowę w szczytnym celu...w internecie roi się od filmików czy zdjęć gwiazd, które dały się wciągnąć w ten łańcuszek. Jedni robią to by komuś pomóc, drudzy dlatego, że akurat tak jest modnie...
W Indiach wymyślono własną wersję Ice Bucket Challenge. 

Rice Bucket Challenge pomaga ludziom ubogim; aby włączyć się do zabawy wystarczy ugotować lub kupić wiadro ryżu i nakarmić nim kogoś, kto akurat tego potrzebuje. Oczywiście można nominować swoich znajomych, zaprosić ich do dzielenia się ryżem. 
Akcja rozszerzyła się na całe Indie, wiadra dostarczane są do szkół, wiosek, rozdawane są tak po prostu na ulicy. Zaangażowanych jest wiele gwiazd kina i telewizji, co oczywiście tylko pomogło w rozpropagowaniu przedsięwzięcia. 
Tak, więc jeśli wiaderko z wodą do Ciebie nie przemawia, może warto zamienić je na wiadro ryżu? ;) 

poniedziałek, 8 września 2014

Chand Baori

Jedna z najpiękniejszych studni schodkowych na świecie. Studnie tego typu były popularne w Indiach, gdyż zapobiegały wyparowywaniu wody w upalne dni. Do studni Chand Baori schodzi się po schodach - 13 pięter połączonych ze sobą 3500 kamiennych stopni.  Została wybudowana w IX wieku, ma głębokość ok.30 m. Znajduje się w wiosce Abhaneri w stanie Radżastan. Jest jedną z najgłębszych i największych studni w Indiach. 


Legenda głosi, że duchy wybudowały te studnie w jedną noc. Posiada ona tyle stopni dlatego, aby było niemożliwym odzyskanie monety, którą się uprzednio wrzuciło do studni. Coś niesamowitego! 

piątek, 8 sierpnia 2014

Policjanci i złodzieje


Trzecia odsłona przygód dwóch zaprzyjaźnionych policjantów...trzecia i zdecydowanie najlepsza! Aamir w podwójnej roli przyćmił wszystkich, nawet samego Abhishek'a! Można by zaryzykować stwierdzenie, że postać komisarza Jai'a praktycznie nie istniała. w poprzednich częściach był głównym bohaterem, tło oczywiście stanowił jego partner, niezmiennie mnie denerwujący Ali. w tej odsłonie również robił za tło, jednak jeszcze bledsze niż zazwyczaj. Sam Abhishek oddał całkowicie pole swojemu koledze z planu, Aamirowi. Który według mnie pociągnął cały film... 
Bez wątpienia najlepsza postać w filmie, to dla niego i tylko dla niego w ogóle zasiadłam do oglądania Dhoom 3. I nie zawiodłam się! Jak zawsze pokazał klasę, choć bałam się bardzo przynajmniej na początku widząc te zalewające widza efekty specjalne. Jednak po ukazaniu się na ekranie drugiej postaci granej przez Khana wszystkie moje wątpliwości zniknęły. Nie będę w tym miejscu zdradzać akcji, powiem jedynie że naprawdę warto zobaczyć go w tej odsłonie! Film pomimo nie realnych scen walki i lekko przedłużających się pościgów zachował konwencję poprzednich części. Spłycenie postaci policjantów i usunięcie durnych monologów Alego wyszło na dobre. Muzyka Pritama bardzo dobra, szczególnie piosenka "Malang"! Nie można zapomnieć o przepięknej Katrinie, która nie denerwowała mnie nic a nic! Miło się na nią patrzyło, a jej duet z Aamirem okazał się zaskakująco dobry! 
Gorąco polecam! 

środa, 18 czerwca 2014

Fundacja Aravindam- przedszkole pod Lotusem

Pomysł na posta przyszedł mi do głowy wczoraj podczas kolejnej wizyty w prywatnym, polskim przedszkolu. Sytuacja w Indiach jest zupełnie inna jeżeli chodzi o edukację najmłodszych, nie mają oni takiego dostępu do przedszkoli jak dzieci europejskie. Jednakże znalazłam pewne informację, które są światełkiem w tunelu i dają nadzieję. 
Fundacja Aravindam ma polskie korzenie, Polacy wspierają indyjskie społeczeństwo niezależnie od wieku poprzez zaangażowanie w wolontariat. 
Misją Fundacji Aravindam jest wspieranie rozwoju edukacji i środowiska, poprzez zakładanie szkół dla mniej uprzywilejowanych dzieci i zalesianie terenów zagrożonych degradacją. 

"Obecnie Fundacja Aravindam prowadzi dwa centra nauki: Przedszkole pod Lotusem i Gurukul Kalpataru, jak również zarządza i monitoruje Pragram Prakriti mający na celu odnowienie fauny i flory pasma górskiego Aravalli w okolicach Gurgaon."

Szansa dla Fundacji Aravindam nadeszła niespodziewanie. Ówczesny komisarz Miejskiej Korporacji Gurgaon (MCG) zwrócił się z prośbą o wybudowanie dwóch schronisk dla krów (Gaushalas). Wzniesiono te schroniska pod sztandarem Funduszu Powierniczego Vishnu (Vishnu Charitable Trust) – za rządowe pieniądze, na rządowym terenie. Po ukończeniu konstrukcji, przekształcono część pomieszczeń na użytek szkoły, która służyć miała dzieciom, żyjącym w trudnych warunkach społecznych, z okolic schroniska w Carterpuri. Część 8-akrowej posiadłości stała się doskonałym placem zabaw. Teren ten obsadzono drzewkami, które z czasem osiągną imponujące rozmiary. Nauczanie rozpoczęło sie nieoficjalnie 4 kwietnia 2012r. Pomimo bardzo ograniczonych funduszy, inicjatywa rozwijała się bardzo szybko. Stworzono bibliotekę dla dzieci, a niedługo potem zostało otwarte przedszkole oraz popołudniowe centrum nauki. Pokoje, początkowo zajmowane przez robotników, zostały szybko odnowione i pięknie wymalowane przez licznych wolontariuszy – tak, by przeobraziły się w przyjzne dzieciom sale klasowe. Dziś, Fundacja Aravindam prowadzi Przedszkole pod Lotusem i Gurukul Kalpataru.

"Przedszkole pod Lotusem rozpoczęło swoją oficjalną działalność we wrześniu 2012 roku. Głównym celem przedszkola jest stworzenie ciekawych warunków do nauki. Przedszkole sprawuje opiekę nad czterdziestoma dziećmi między 3 a 5 rokiem życia. Fundacja wspiera również rodziców dzieci w procesie związanym z formalną rekrutacją do prywatnych szkół w ramach Aktu Prawa do Edukacji (Right to Education Act). Gurukul Kalpataru – Learning Center for Culture Education and Training rozpoczęło oficjalną działalność w lutym 2013r. Gurukul Kalpataru ma na celu wspierać holistyczny rozwój osobowości i umiejętności dzieci z różnych grup wiekowych poprzez kulturowe zajęcia i treningi. Obecnie, zarejestrowanych jest 70 mniej uprzywilejowanych dzieci z sąsiednich okolic. Muzyka, taniec, aerobic, samoobrona, joga, teatr, sztuka i rzemiosło, korepetycje z matematyki, języka hinduskiego i angielskiego, to te aktywności jakich doświadcza uczeń w Gurukul Kalpataru."

Pragnieniem Fundacji jest stworzenie w szkołach wysokiego poziomu relacji między nauczycielem a uczniem. Środowisko jest przyjazne, dostosowane do nauki, dzieci mają szansę poznać wolontariuszy o różnej narodowości, a różnorodność oferowanych aktywności, których nie można spotkać w innych szkołach, przyczynia się do lepszego rozwoju dzieci. 
"Aktualnie utrzymanie szkoły oparte jest o dofinansowanie z firmy Apra Auto, która pokrywa pensje nauczycieli. Wszystkie inne pomoce naukowe, codzienne posiłki, mundurki, odzież, książki, opieka zdrowotna i inne komponenty infrastrukturalne takie jak wiatraki, solary, odnowione toalety, dostęp do chłodnej wody pitnej, podstawowe wyposażenie szkolne i wsparcie pobliskeigo szpitala w razie nagłych wypadków możliwe są tylko dzięki indywidualnej pomocy Darczyńców."

"Dzięki kolejnym Darczyńcom, którzy pomogą w utrzymaniu i założeniu szkół w innych miejscowościach, powstaną nowe placówki, w których dzieci będą miały nieograniczony dostęp do nauki. Szczególnie na wsi, gdzie poziom nauczania jest bardzo niski i kończy się zazwyczaj na 8 klasie."
źródło:linktopoland.com

środa, 14 maja 2014

Czerwona Brygada


W zaniedbanej dzielnicy na przedmieściach Lucknow, stolicy jednego z najbiedniejszych i najbardziej konserwatywnych stanów Indii - Uttar Pradesh, na ulicach można zobaczyć grupki nastolatek. Przemierzają ulice, ubrane w charakterystyczne, czerwono-czarne stroje.
Induski mają dość przemocy seksualnej! 
To patrole indyjskich "Czerwonych Brygad", dziewcząt, które patrolują ulice, żeby uchronić kobiety przed gwałtem albo molestowaniem seksualnym.
Ich motywacja jest oczywista: każda z nich padła ofiarą jakiegoś rodzaju przemocy seksualnej. Niektóre zostały nawet zgwałcone przez członków własnej rodziny. W większości przypadków przestępcy pozostają bezkarni, a ofiary cierpią w milczeniu i wstydzie. Dziewczyny z "Czerwonych Brygad" mówią, że zostały zmuszone do działania, bo nikt inny za nie tego nie zrobi. Większość kobiet w Indiach przeżyła jakąś formę molestowania seksualnego. A w Indiach ofiara gwałtu, jeśli nawet zgłosi przestępstwo, do końca życia nosi hańbiące piętno. Po brutalnym, zbiorowym gwałcie do którego doszło w ubiegłym roku na 23-letniej studentce protestujący domagali się  zaostrzenia przepisów dotyczących przestępstw seksualnych oraz zmiany postaw wobec kobiet.
Władze zareagowały - postanowiono zatrudnić w policji więcej kobiet (obecnie tylko 7 procent funkcjonariuszy stanowią kobiety) i zaostrzyć przepisy. Mimo to Indiami wciąż wstrząsają nowe doniesienia o brutalnych gwałtach na miejscowych kobietach, turystkach czy nawet dzieciach - takie jak to o zgwałceniu siedmioletniej dziewczynki w toalecie w pociągu.
Dlatego też 26-letnia nauczycielka z Locknow, Usha Vishwakarma, która sama padła ofiarą molestowania ze strony kolegi z pracy, postanowiła zacząć działać. Jej udało się obronić, ale gdy zgłosiła sprawę na policji, została zupełnie zlekceważona.  Ostatecznym bodźcem okazała się historia jej 11-letniej uczennicy, która została zgwałcona przez swojego wuja. Na domiar złego Usha Vishwakarma dowiedziała się, że wszystkie jej uczennice doświadczyły jakiejś formy przemocy - od sprośnych uwag i zaczepek po molestowanie i gwałty.  Wtedy nauczycielka zdecydowała, że dziewczęta muszą się wyrwać z cichej zmowy milczenia. I muszą się bronić. 
W zakurzonej siłowni na obrzeżach miasta 15 dziewcząt na wytartych matach trenuje kung-fu. Z plakatów na odrapanych ścianach patrzy na nie legendarny Bruce Lee, a trener, Gyan, uczy je za darmo.
- Robię to dla mojej córki - podkreśla. - Te dziewczyny są odważne, podziwiam je za to.
Po skończonym treningu dziewczyny pokornie kłaniają się trenerowi. Nauczyły się kierować swój gniew przeciwko temu, co się dzieje na ulicach.
Same nastolatki mówią, że to nie tylko kung-fu buduje ich pewność siebie. Według nich, to grupa pomaga im w kwestii płci, seksualności i zdrowia.
Kilka godzin po treningu dziewczyny wzięły udział w proteście na jednej z ruchliwych ulic Lucknow. Prowadzone przez nauczycielkę, Ushę Vishwakarma, trzymały w rękach plakaty z napisami w hindi i po angielsku, z hasłami domagającymi się poszanowania kobiet i surowych kar dla gwałcicieli.
Potem, w grupkach po pięć, pójdą na patrol. Jeśli zauważą, że mężczyźni nękają jakąś kobietę - reagują. Jeśli sprawca nie posłucha ich ostrzeżeń - uciekną się do przemocy. Ale to zdarza się rzadko. Usha Vishwakarma podkreśla, że najbardziej skuteczną metodą jest wyśmianie agresora. To w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie jest dla niego najbardziej upokarzające.

źródło: CNN

sobota, 19 kwietnia 2014

Morderca z Goa


Długo zabierałam się do obejrzenia części drugiej, pewnie dlatego, że część pierwsza bardzo rozczarowuje. Jedynym godnym uwagi elementem w poprzedniej części jest piosenka kaho na kaho, która pojawia się zresztą na samym początku. Potem nie ma już co oglądać...Ale to już przeszłość! 

Murder 2 tylko z tytułu nawiązuje do części 1 (no i może aktorem; Emraan Hashim), jednak na tym koniec. Działa to oczywiście jak najbardziej na korzyść filmu!
Poznajemy przystojnego (z założenia) byłego policjanta walczącego z przestępczym światem Goa. Pokłócony z Bogiem- motyw waśni  nie jest do końca jasny, zapewne nieoczekiwana śmierć matki. Przemierza ulice miasta i za grubą forsę spuszcza łomot rosyjskim gangsterom. 
Uwikłany w romans z top modelką, nie umie określić swoich uczuć, czuje się zagubiony i niechciany, nie widzi sensu w dalszym życiu. Wszystko się zmienia, gdy dostaje do rozwiązania pewną sprawę tajemniczych zniknięć dziewczyn na telefon. Zaczyna śledztwo na własną rękę- powstają tu pewne niejasności, ale pozostawiam to do oceny przyszłym widzom.
Sprawa  nabiera tempa, dziewczyny znikają jedna za drugą, podejrzany zostaje ujęty... Policjanci skorumpowani i przestraszeni wypuszczają go podobno z braku dowodów, chociaż jak dla mnie było ich aż nadto. Ginie kolejna dziewczyna... Więcej nie będę zdradzała, ponieważ warto obejrzeć film właśnie ze względu na postać graną przez Prashanta Narayanana. Film mile zaskakuje, jeśli ma się w pamięci niechlubną poprzedniczkę. Nie rozumiem jednak po co nawiązywać tytułem skoro obie części nie są ze sobą powiązane? Nie jest to może kino wybitne, ale ciekawe. Przy czym niektórym może wydać się wręcz makabryczne... I choć muzyka nie pozostawia po sobie śladu, a główny bohater ma fryzurę rodem z serialu "Policjanci z Miami", to warto poświęcić te 2 godziny do zagłębienia się w tę historię. Pokazane jest tam nocne życie indyjskich miast, korupcja, sutenerzy w pełnym blasku. I oczywiście malutki wątek miłosny... czyli dla każdego coś miłego ;) 
Moja ocena to mocne 5\10. 


środa, 19 lutego 2014

Radhe Vega


Didi po raz kolejny sprawiła mi ogromną niespodziankę podczas mojej walentynkowej wizyty w mieście doznań. To znaczy z założenia miała być to wspaniała niespodzianka, a dlaczego nie była?


Otóż didi w swej szczodrości zabrała mnie do kolejnej już indyjskiej restauracji. Pełna zachwytu, z błyskiem w oczach stanęłam przed RADHE VEGA  w nadziei na niezapomniane doznania nie tylko smakowe. Z zewnątrz budynek wyglądał obiecująco, złoty Taj Mahal wręcz zapraszał potencjalnych gości. Ze środkiem było już gorzej. Ale od początku. Kelnerka wskazała nam stolik i zaczęłyśmy przeglądać menu, zdjęcia potraw oczywiście bardzo ładne zachęcające do jedzenia, wybór ogromny. Zamówiłyśmy i z początku bardzo spokojne czekałyśmy na realizację. W między czasie mogłam co nieco rozejrzeć się po pomieszczeniu. Na ścianach dominował kolor brunatny połączony z ciemną czerwienią. Zasłony były za to koloru ciemno różowego, można by nawet powiedzieć fioletowego. W zasadzie prócz obrazu Kryszny ze swoją ukochaną i kawałka materiału zawieszonego gdzieś niedaleko naszego stolika z podobizną Ganeshy, nie można było poczuć w żaden sposób klimatu Indii. Nie zrażając się zbytnio brakami w wystroju, miałam nadzieję, że jedzenie będzie równie pyszne jak w poprzednich odwiedzanych przeze mnie restauracjach. Czekałyśmy na zamówienie ponad pół godziny, w między czasie słysząc odgłosy pracującej mikrofalówki, muzyki rodem z Bollywood zapewne puszczonej dla kucharza Indusa. Do tego wszystkiego czułyśmy swąd spalonych dań... Gdy już doczekałyśmy się i przyszła pani z przystawką okazało się, że Mix veg pakora to nic innego jak najtańsze warzywa (cebula, ziemniaki, kalafior) podane w cieście i odgrzane w mikrofalówce. 
Danie główne okazało się równie nie atrakcyjne, podano wczorajszy ryż basmati, Methi paneer,(dla didi), ser grillowany w sosie, który okazał się breją zawierającą mnóstwo cebuli i zaledwie dwa sery (o ile można to nazwać serem), oczywiście nie grillowane. Sos smakował jak gotowy  dostępny na polskim rynku dodawany do makaronu. Dla mnie została Malai Kofta, kuleczki serowe w liczbie trzy w towarzystwie ogromnej ilości słodkiego, mdłego sosu, którego nie sposób było zjeść całego. Do tego przypalony placek nan. Na deser, który okazał się przystawką z racji tego, że dostałyśmy go jako pierwsze zamówienie wypiłyśmy po szklance mango lassi. Pierwszy raz piłam ten napój, więc nie jestem w stanie obiektywnie ocenić jego jakości. Smakował mi w zasadzie najbardziej (może dlatego, że jako jedyny nie był podgrzewany), chociaż nigdy nic nie wiadomo... 
Obsługa tak jak wszystko pozostawiała  wiele do życzenia, brak kultury względem klienta jest moim zdaniem nie dopuszczalny, tym bardziej, że przecież nie przyszłam do baru mlecznego tylko do restauracji trzymającej z założenia jakiś poziom. Znowu przyszło nam czekać na podejście kelnerki z rachunkiem, co dało sposobność przyjrzeć się bliżej kucharzowi, gdyż wyszedł on do toalety dla gości w brudnej koszulce i klapkach kubota. W końcu didi straciła cierpliwość i już ubrana sama podeszła do kontuaru, aby zapłacić rachunek, kelnerka zdaje się nie widziała żadnego problemu w tym, że nas nie zauważała  przez tyle czasu.
Jedno jest pewne ani moja noga ani noga didi więcej w tym miejscu nie postanie. Mam wrażenie, że pan Piotr Starski pisząc rekomendację dla Radhe był w zupełnie innej restauracji.