No sesja, no stres :) Wreszcie można spać długo, czytać zaległe książki - "Maximum City Bombaj", oglądać filmy - dziś na TVP 2 o 20.25 " Ostatni Legion" z pięknooką Aish :) a w lipcu " Fanna"- o ludzkiej porze! Piosenka pod nosem się wałęsa... :D
środa, 22 czerwca 2011
czwartek, 16 czerwca 2011
Co nowego...
Nazbierało się u mnie zaległości w oglądaniu, oj nazbierało. W kolejce czeka " Kaal" oraz " Phir Bhi Dil Hai Hindustani" Sesja więc nie ma kiedy oglądać... Nadrobię wszystko, mam nadzieję.
Pojawiło się mnóstwo interesujących zapowiedzi. No, może przesadziłam z tym mnóstwo ale trzy filmy chciałabym zobaczyć.
1. Nowy SRK jako super bohater ;D - KONIECZNIE !! Ra.One
2. " Always Kabhi Kabhi" wyprodukowany przez Gauri Khan. Indyjski romans osadzony w szkolnych ławach...
3. " Angel" KONIECZNIE!
Pojawiło się mnóstwo interesujących zapowiedzi. No, może przesadziłam z tym mnóstwo ale trzy filmy chciałabym zobaczyć.
1. Nowy SRK jako super bohater ;D - KONIECZNIE !! Ra.One
2. " Always Kabhi Kabhi" wyprodukowany przez Gauri Khan. Indyjski romans osadzony w szkolnych ławach...
3. " Angel" KONIECZNIE!
środa, 15 czerwca 2011
Bombay- przytul mnie...czyli Steczkowska o Indiach...
Nie znana wcześniej choć z 1997 roku. Płyta " Naga", aranżacja interesująca ale tekst... szuka Go...
" w tym pociągu nie ma cię
jeżdżę ciągle - kocham cię
bilet Goa - Bombay mam
nieustannie we mnie trwaj"
Może się jeszcze przekonam, może znajdę ukrytą głębie...
" w tym pociągu nie ma cię
jeżdżę ciągle - kocham cię
bilet Goa - Bombay mam
nieustannie we mnie trwaj"
Może się jeszcze przekonam, może znajdę ukrytą głębie...
niedziela, 5 czerwca 2011
Podróż po Indiach

Wszystkie informację jakie dziś tu zamieszczę pochodzą z programu radiowego " Świat według blondynki".
Gdy tylko uda mi się wyjechać do Indii natychmiast o tym napiszę a na razie kilka przydatnych informacji dla tych, którzy się wybierają do kraju tygrysów.
Zaczynamy od spakowania plecaka. Zasada im mniej tym lepiej. Nie pakować nie potrzebnych ubrań, gdyż można kupić wszystko na miejscu a nawet jeżeli nie to po prostu wyprać koszulkę, która na następny dzień będzie gotowa do założenia. Można też kupić lokalne ubrania - nawet trzeba! Sama nie nosiłam ale podobno bardzo wygodne.
Podstawa to ochraniacz na plecak, który nakładamy na bagaż w razie deszczu. Nie przewidzimy przecież wszystkiego a może zdarzyć się podróż na dachu autobusu. Jeżeli nie nałożymy ochraniacza wszystko co mamy w środku przemoknie. Oczywiście zabrać ze sobą coś ciepłego, latarkę, nóż i płaszcz przeciwdeszczowy. Teraz ceny, minimalne zarówno za nocleg jak i wyżywienie. Pod warunkiem że nie chcemy nocować w pięciogwiazdkowym hotelu. Zabrać ze sobą więcej gotówki niż zakładamy. Pamiętając o pamiątkach...
Posługujemy się tylko lokalną walutą i TYLKO GOTÓWKĄ; nie brać ze sobą kart kredytowych z prostego powodu, banki są tylko w dużych miastach. Poza tym posługiwanie się kartą jest niebezpieczne.
Jeżeli poruszamy się lokalnymi środkami transportu, śpimy w tanich miejscach ( nie zawsze przecież hotelach) to istnieje duża szansa że przywieziemy część pieniędzy ze sobą. Gotówkę należy ukryć w bagażu podręcznym ( zapinana może doszywana kieszeń) i pilnować go jak oka w głowie.
Będąc już w Indiach trzeba pamiętać o odmienności kultur.
Np: nie wolno nikogo dotykać w głowę. Zarówno hindusi jak i buddyści wierzą, że w głowie mieszka dusza. Dotyczy to zwłaszcza dzieci. Także stopy są dość istotne, nie wypada nam siadać z nogami wyciągniętymi do przodu.
Stopy są uznawane za brudne, nieczyste ( nawet jeżeli z perspektywy europejczyka wydają się nam czyste i pachnące). Zawsze siadajmy tak aby schować stopy a gdy chcemy gdzieś wejść nie bardzo wiedząc w jaki sposób najlepiej zdjąć buty ( warto zaryzykować niż wejść w butach).
Hm...oczywiście niezbędne są odpowiednie szczepienia i wiza... ale to na samym początku. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wykorzystam wkrótce te wiadomości w praktyce.
czwartek, 26 maja 2011
poniedziałek, 23 maja 2011
Fascynujący orient...

Didi kupiła, bo o Indiach, bo ładna okładka. Okładka może i ładna- cieszy oko i przyciąga czytelnika. Z treścią już gorzej...czytałam " tę fascynującą powieść" długo, bardzo długo. Głównie w pociągu. Tak, do pociągu to ona się nadaję. Dobrze wygląda w torbie ;) Sama treść jednak nie zrobiła na mnie wrażenia. Ale może powiem w końcu o jaki to tytuł się rozchodzi, otóż mam na myśli " Hinduską miłość"- Javier'a Moro. Można powiedzieć, że ją " wymęczyłam".
" Jest rok 1906. Na wesele króla Hiszpanii Alfonsa XIII zjeżdża do Madrytu specjalny wysłannik z Indii, radża Singh. Trzydziestokilkuletni, przystojny, wykształcony i bajecznie bogaty książę poznaje szesnastoletnią Anitę Delgado, tancerkę flamenco. Wyznaje jej miłość, a ona zgadza się go poślubić. Wkrótce odpływa do egzotycznego księstwa Kapurthali, by zamieszkać w olśniewającym pałacu, pośród słoni i... rolls-royce’ów. Niestety, zaczynają się kłopoty... Czy miłość męża ochroni ją przed szykanami i samotnością? Autor korzystał z dziennika prowadzonego przez bohaterkę, a historię wielkich uczuć, intryg i zdrady, wspaniale wtopił w malownicze tło obyczajowe z życia Indii i Europy czasów fin de siècle’u".
Tło rzeczywiście interesujące, postać Anity całkiem niezła. Ale jakieś to wszystko było puste i nad wyraz przewidywalne. Czytałam, czytałam a tam tylko zmiana strojów, krajobrazów no i w końcu kochanka... do czego doszłam mniej więcej w połowie książki. A przecież nie powinno tak się stać, powinna być dla mnie zaskoczeniem do samego końca. Nie była. I raczej już do niej nie wrócę... Hmm...podobała mi się postać Karana i przepych Indii pod władzą Anglii. Ta " papierowa" władza i spory czterech żon. Alkoholizm i różnego typu inne nałogi, kochanki radży i jego klejnoty...Wszystko ładnie oprawione ale przesłanie...hmm, chyba tylko takie że nie powinno robić się tego czego oczekują od nas inni. Przynajmniej nie w kwestii małżeństwa i uczuć. Może ktoś czytał już tę powieść i chciałby się podzielić wrażeniami? Zapraszam do komentowania.
piątek, 8 kwietnia 2011
Dni Indyjsko- Tybetańskie
Emocje opadły więc można na chłodno opisać przebieg wydarzenia które miało miejsce w Poznaniu 2 i 3 kwietnia. Gdybym napisała post zaraz po przybyciu to na pewno nie byłoby w nim nic pozytywnego. Hm...ale może od początku. Najpierw program dni:
- wykłady na temat indyjskich języków i kina
- pokazy zdjęć z Indii
- pokaz tańca bollywoodzkiego
- pokaz i warsztaty jogi
- malowanie dłoni henną
- warsztaty kaligrafii i wiązania sari
- degustacja indyjskich przekąsek
Organizatorzy czyli studenci Indologii UAM nie popisali się...oczywiście takie są moje odczucia bo z tego co wyczytałam na forum Bollywood.pl ludzie są zachwyceni. Dzięki uprzejmości mojej didi mogłam jej siedzieć na głowie aż do poniedziałku dzięki czemu miałam możliwość uczestniczenia w całym sobotnim indyjskim dniu. Siedziba muzeum podobała mi się, klimat lekko przypominał Indie, śmieszne wydało mi się odprawianie pudźy do Hanumana skoro na ołtarzu widniał wizerunek Saraswatii. Didi szepnęła mi na ucho - " Może nie mieli obrazka"...No, dobrze może nie mieli ale dlaczego w takim razie bóg małpa musiał być przywoływany? Zagadka nie rozwikłana do dziś.
Nadrobili jednak spontanicznością i tańcem Bollywood a właściwie nauką tańca w której brał udział jedyny pan :D Tańczący moim zdaniem najlepiej ze wszystkich uczących się. Według programu wykłady miały trwać do 30 minut. Jeden z pierwszych o języku hindi trwał może 10. Nie dowiedziałam się niczego czego bym nie wiedziała a szkoda bo wydawałoby się że studenci drugiego i trzeciego roku powinni wiedzieć więcej. Poza tym przerwy między poszczególnymi warsztatami lub wykładami były dłuższe niż przewidywał organizator. W czasie jednej z takich przerw pomalowałam sobie dłoń henną a w zasadzie nie ja tylko jakaś studentka. Może i się nie znam ale henna nie powinna chyba odpadać po kilku godzinach od nałożenia? Nie powinna być nakładana taką grubą warstwą... No, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Szczerze mówiąc bardziej zaciekawiła mnie gazeta w którą dziewczyna w sari wycierała swoje narzędzie pracy. Zobaczyłam na niej " znaczki" hindi i przez głowę przeszło- " Czy nie można było użyć Wyborczej?" Jako miłośniczka wszystkiego co indyjskie nie mogłam na to patrzeć. Ale dość narzekania czas na pozytywy :) Pokaz przypraw z Indii, bardzo interesujący. Zapach asafetidy niezapomniany. Przedstawienie From English to Hinglish nad wyraz prawdziwe ;) Powiedziałabym nawet że trochę wyjęte ze szklanego ekranu. W każdym razie Hinglish rozumiem świetnie :) I to specyficzne poczucie humoru...nic dodać nic ująć. Wykład na temat świąt uzmysłowił mi że nie wiem wszystkiego i tu byłam mile zaskoczona bo wreszcie mogłam się czegoś dowiedzieć. Ale o tym czego się dowiedziałam w późniejszych postach. Jednak najbardziej przypadła mi do gustu pani opowiadająca o sadhu i święcie Kumbhamela. Wiedziała o czym mówi bo sama była świadkiem wejścia sadhu do Gangesu. Lepiej słucha się kogoś kto był na miejscu niż kogoś kto zna tylko suche fakty. Nie mogło oczywiście zabraknąć wzmianki o kinie. Bollywood rządzi ! :) SRK obecny na ekranie we fragmentach filmów, młody Big B. Wywołali salwy śmiechu na sali, i tu oberwie się didi która śmiała się najgłośniej z przeszczepu oczu :D
Od razu widać kto ogląda a kto nie... W każdym razie wykład był interesujący i ożywiający. Miło było popatrzeć na Dar- De Disco :) Oczywiście nie wtajemniczeni w fabułę filmu nie mogli zrozumieć dlaczego ShahRukh nie ma koszuli i jest tak nawoskowany. Jednak świadomość tego że są ludzie podobni do ciebie, mający te same pasje, odczuwający podobnie daje siłę do tego aby nie wątpić i mimo krytyki nieraz przecież bardzo licznej tkwić przy swoim.
Nie mogę nie wspomnieć o książce Suketu Mehty "Maximum city Bombaj"- były czytane fragmenty i pokazywane zdjęcia z Mumbaiu...Mumbai motyw przewodni dnia :)
Dzień zakończył się średnio miłą wizytą w klubie Shivaz gdzie zaraz nad barem umieszczone zostało zdjęcie Aish z filmu " Devdas" owszem ładne...ale tylko zdjęcie. Jak dla mnie klub nie ma klimatu Indii za grosz. Wszystko jest tak dobrane, aż za bardzo. Na telebimie zamiast pląsów Bollywood można było zobaczyć czarnoskórych raperów...no zgroza. Został jeszcze konkurs wiedzy o Indiach... który przeprowadzony był głównie w gronie samych studentów. Na forum wyczytałam że oprócz mnie mojej didi i jej przyjaciółki była jedna osoba z zewnątrz... Pytanie o markę samochodu sprawiło że straciłam jeden punkt co wiązało się z dyskwalifikacją.
Tak zakończył się dzień indyjski a zaczęło się " nocne życie " Ezoterycznego miasta :)
O mojej wizycie w fantastycznej TAJ INDIA opowiem kiedy indziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


