piątek, 27 marca 2015

Gra o Tron made in India

Szykuje się Bollywoodzka wersja znanego serialowego hitu HBO! ;) Projekt ma powstać przy udziale HBO India oraz Sony Entertainment TV. "Rani Mahal" bo taki będzie nosił tytuł będzie oparta na powieściach "Pieśni Lodu i Ognia" George'a Martina. Pomimo wczesnego etapu produkcji wybrano już aktorów do głównych ról. Data premiery póki co nieznana, nie wiadomo również jak bardzo wersja z Indii będzie różniła się od amerykańskiego oryginału. 
Już się nie mogę doczekać!! :) Choć mam pewne obawy, gdyż serial uwielbiam. 

niedziela, 15 marca 2015

Chennai Express


Jedzie pociąg z daleka...a w nim miłość... 


Rahul wsiadając do przypadkowego pociągu zmienia całkowicie swoje dotychczasowe życie. Dziewczyna spotkana w przedziale staje się dla niego nie tylko źródłem wszelkich nieszczęść. Duet ShahRukh Khana i Deepiki niezaprzeczalnie rewelacyjny! Ale czego innego można się było spodziewać? ;) Zabawna historia pokazana z dużym dystansem i humorem. Świetne zdjęcia i muzyka-klasyczne kino, gdzie zuchwalec zabiera swoją narzeczoną... ;) Kolory, kolory, i jeszcze raz kolory! Cudowne aż rażące momentami w oczy! Miłość, poświęcenie, walka dobra ze złem. A na końcu oczywiście happyend! :)) Czyli wszystko to co w Bollywood najpiękniejsze, jednakże ukazane ze smakiem, bez tak często spotykanej przesady. Polecam wielbicielkom King Khana (ale nie tylko). Moja ocena to mocne 8\10. 


sobota, 14 marca 2015

...baby, ach te baby...

„Uważam się za szczęśliwego człowieka, któremu dane było mieć 39 żon i stać się głową największej rodziny na świecie”



Ma 39 żon oraz 94 dzieci. Jego rodzina uchodzi za największą na świecie. Ziona Chana mówi o sobie, że jest wyjątkowym dzieckiem boga, bo to on dał mu pod opiekę tak wiele osób. W jego domu panuje wojskowa dyscyplina, harmonogramem zadań zajmuje się najstarsza z żon- Zathangi (69 lat), która nadzoruje pracę wszystkich pozostałych domowników. Rodzina posiada własną szkołę, plac zabaw, warsztaty stolarskie, chlewnie, fermy drobiu, ogrody warzywne – wszystko na tyle dużych rozmiarów, aby zaspokoić potrzeby ponad setki ludzi. Ziona jest również głową sekty, która zezwala swoim członkom na posiadanie wielu żonPrzyznaje, że jednego roku ożenił się aż z 10 kobietami. Najmłodsze z jego partnerek sypiają w pobliżu sypialni, starsze nieco dalej, jednak i one mają okazję do spędzenia nocy z małżonkiem -Ziona wprowadził system rotacji, dzięki któremu każda z żon zna swój czas.

„Traktujemy go jak najważniejszą osobę w tym domu i najpiękniejszą w całej wiosce”. 


Kolejna z żon – Huntharnghanki – stwierdza, że cała rodzina funkcjonuje bardzo dobrze i świetnie się dogaduje. Wszystko to dlatego, że system rodzinny powstał w oparciu o wzajemną miłość i szacunek.

Poligamiczna sekta Ziona składa się już z 4000 członków, a sam przywódca stwierdza, że nic nie zatrzyma go przed poszukiwaniem kolejnych.
„Aby poślubić następne kobiety, poszerzając przy tym moją sektę jestem w stanie wyjechać nawet do USA”.- twierdzi. 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Walentynki w Tavaa



Aby nie siedzieć samej w ten cudowny dzień zakochanych pojechałam do didi. A didi, jak to didi przyszykowała same niespodzianki! ;) Razem z moim szwagierkiem wybraliśmy się do indyjskiej restauracji- czwartej już na mojej liście odwiedzonych ;) Trzeba było z wyprzedzeniem rezerwować stolik a zwłaszcza w taki dzień jak 14 lutego. 
Restauracja była przestronna, dobrze urządzona -choć ja bym co nieco zmieniła. W tle cichutko dało się słyszeć indyjską muzykę. W zasadzie przynajmniej na początku nie miałam zastrzeżeń i z uśmiechem obserwowałam wystrój i wybierałam danie główne. Nie było słychać specyficznego dźwięku drzwiczek od mikrofalowi co uznałam za dobry znak. Gdy złożyliśmy zamówienie chciałam wsłuchać się w muzykę w tle, jednakże nie było to możliwe. Ciągle ktoś wchodził, wychodził – panował straszny ruch i w sumie muzyka mogłaby całkowicie zostać wyłączona. Wnętrze było surowe i jak na mój gust zbyt mało kolorowe, sprawiało wrażenie niedokończonego. Kelnerki jednak były ubrane w indyjskie stroje, co prawda do jeansów ale nie można mieć wszystkiego…



Zdążyłam przyjrzeć się wszystkiemu a zamówienia jak nie było, tak nie było. Czekałam cierpliwie pewna, że skoro tak długo trwa przygotowanie to musi być to coś wspaniałego. Po godzinie na stole pojawiła się między innymi tika masala. Pamiętam tylko palenie w przełyku… i smaczny biały ser. Jednakże większość smaków zagłuszała piekielna ostrość potrawy, nie można było dokopać się do niczego innego. Nie wiem, czy to prawidłowe czy też nie- nie mam porównania aż tak dużego, jednak rozczarowałam się. Myślałam, że poczuję smaki Indii a nie tylko chilli…


Mimo krytycznych uwag serdecznie dziękuję didi i szwagierkowi za udany wieczór walentynkowy! bahut, bahut... :)