niedziela, 1 stycznia 2012

Saawariya


W nowy rok Polsat uraczył widzów ( zapewne nie każdego ale te mniejszość :D ) cudowną opowieścią o miłości. Nie dalej jak wczoraj żaliłam się, że już tak dawno nie widziałam filmu Bollywood z prawdziwego zdarzenia. A tu proszę, zaglądam w gazetę i widzę ! :) Film wprawdzie długi ale wcale tego nie odczułam a i reklamy nadawane przez telewizję przeszły prawie niezauważone. Oglądałam z zachwytem i przejęciem. Historia z pozoru wydawać by się mogło tandetna i oklepana. Młody chłopak Ranbir Raj - uliczny grajek z niebieską gitarą przyjeżdża do baśniowego miasteczka. Nie ma grosza przy duszy i nic do zaoferowania prócz serdeczności i przyjaźni. Spotyka na swojej drodze prostytutkę Gulabji, która pomaga mu zadomowić się w mieście. Znajduję miejsce, gdzie może się zatrzymać, pracuję w barze jako piosenkarz i w zasadzie wszystko jest w porządku. Do momentu kiedy nie zaczepia pewnej dziewczyny na moście... od tego dnia jego życie całkowicie się zmienia. Ona staje się jego oddechem, biciem serca. Wszelkimi sposobami próbuje zdobyć jej miłość podczas gdy ona sama zakochana jest już w innym... Tego innego gra Salman Khan, który o dziwno w tej roli mnie nie irytuję. Jest natomiast całkowitym przeciwieństwem Raja.
Bajkowa scenografia przenosi widza w inny wymiar; niby Indie a jednak zupełnie inne. Magiczne... Historia tak wiele razy opisywana a wcale nie banalna. Ani na moment nie oderwałam oczu od ekranu ;) Ciepła z nutką dobrego humoru. A muzyka...no cóż powaliła mnie! Ciągle nucę pod nosem. Ach i ten Ranbir w samym ręczniku :) Tego mi było trzeba!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz