piątek, 6 września 2019

Legenda Padmavati


Według podań Padmavati znana również jako Rani Padmini rządziła pomiędzy  XIII-XIV wiekiem na terytorium dzisiejszych Indii.

Padmavati była wyjątkowej urody księżniczką królestwa Singhal (Sri Lanka). Władca Fortu Chittor- Ratan Sen usłyszawszy o jej urodzie od gadającej papugi imieniem Hiraman z miejsca się w niej zakochał i uczynił jedną ze swoich żon.

Niestety na drodze ich miłości stanął Sułtan Alauddin Khalji, który owładnięty manią posiadania przyjął sobie za punkt honoru zdobycie młodej Padmavati. Istnieje wiele wersji dalszych  wydarzeń, w jednej z nich Ratan Sen zostaje schwytany i uwięziony w Delhi przez Sułtana, w następnej umiera w walce z Alauddinem, co przyczynia się bezpośrednio do decyzji kobiet o samospaleniu, czyli Jauhar. Królowa nie chcąc ulec muzułmańskiemu najeźdźcy, broniąc honoru kobiet Chittor- postanawia oddać się płomieniom.

Padmini przez lata pojawiała się w sztukach, powieściach, serialach telewizyjnych i filmach. Wielu historyków wciąż spiera się o autentyczność jej legendy i choć oblężenie Chittor przez Sułtana jest jak najbardziej wydarzeniem historycznym (1303 roku n.e), to o samej postaci księżnej nie do końca można tak powiedzieć.

Wczesne relacje z oblężenia Chittor nie wstukują na obecność Padmini. Z rejestrów wynika, że Alauddun zdobył fort, ustanowił się tam gubernatorem wojskowym, a następnie wrócił do Delhi. Pierwszą nie kwestionowaną wzmiankę o Padmini możemy odnaleźć w Padmavat – epickim wierszu napisanym w 1540 roku przez sufickiego poetę Malika Muhammada Jayasiego, który napisał go w hinduskim języku Awadhi i pierwotnie w perskim skrypcie Nastaʿlīq. Jest to najstarszy zachowany tekst spośród ważnych dzieł Awadhi. Najwcześniejsze zachowane manuskrypty Padmavata różnią się znacznie długością i są napisane w wielu różnych skryptach.

W 2017 roku reżyser Sanjay Leela Bhansali postanowił nakręcić Padmavati w języku hindi. Film wzbudził w Indiach masę kontrowersji, doprowadzając tym samym do podziału społeczeństwa na zwolenników i przeciwników obrazu. Do głosu doszli politycy- Lider partii Bharatiya Janata zażądał półtora miliona dolarów za głowę aktorki wcielającej się w rolę królowej.  Oczekiwania co do czystości kobiet, jak i presja społeczeństwa są ogromne. Tradycja wciąż odgrywa szalenie ważną rolę w indyjskim społeczeństwie, pomimo oddawania losu kobiet w ich ręce. W tej ekranizacji legendy Rani nie jest uległa, co powoduje oburzenie milionów kobiet i mężczyzn w całych Indiach.
Do sporów przyczyniła się w dalszym ciągu widoczna ogromna niechęć hindusów do muzułmanów, ludzie zażądali ocenzurowania filmu i zawieszenia premiery. Deepika Padukone odtwórczyni głównej roli tak komentuje tamte wydarzenia:

„ Nie czuję strachu. Czuję złość i rozczarowanie, że wciąż w naszym kraju kobieta nie może być silna, niezależna. Nawet jeśli to artystyczna wizja i filmowy wizerunek”.

Dla mnie film, jak najbardziej godny polecenia. Świetne zdjęcia i muzyka. Mocne 8/10.

czwartek, 5 września 2019

Wschód słońca nad Gangesem- Waranasi



Miasto położone w Północnych Indiach, w stanie Uttar Pradesh. Według podań zostało założone przez boga Śiwę, choć dokładnie nie jest znana data powstania, to przyjmuję się umownie, że miało to miejsce około 3000 lat temu.

„Miasto pławi się w harmidrze i dusi nagrzanym powietrzem (…). Na dachach wokół toczy się życie. Jakaś rodzina urządza sobie piknik. Gdzieś za rogiem kilku chłopców puszcza latawce, na niebie kawałki kolorowego plastiku mieszają się ze stadami gołębi, trudno odróżnić co jest latawcem, a co ptakiem”.

Obecna nazwa miasta pochodzi od starożytnej nazwy  miasta niegdyś  leżącego pomiędzy rzekami Waruna i Assi.  Każdego roku Waranasi jest odwiedzane przez miliony wiernych i zagranicznych turystów, dla których bez wątpienia największą atrakcją są ghaty- schody do rzeki.
Są to szerokie betonowe schody pełniące funkcję swego rodzaju wrót otwierających Waranasi na świętą rzekę Ganges. Hindusi wierzą, że kąpiel i kremacja w takim miejscu zapewni im gwarancję na lepsze miejsce w odwiecznym cyklu narodzin i śmierci. Niedaleko betonowych stopni można zobaczyć piętrzące się świątynie, restauracje czy hotele, ale również domy pogrzebowe i hospicja, gdzie swoich ostatnich dni dożywają ci, którzy chcąc zaoszczędzić rodzinie kłopotu i niewątpliwie sporych kosztów transportu, przeprowadzają się tutaj z całych Indii. W całym Waranasi jest ponad 80 ghatów – największy Daśaśwamedh to centrum starego miasta.

" Stąd można złapać rikszę na dworzec kolejowy, wymienić pieniądze, umówić się na rejs łódką po Gangesie. A także kupić najlepszy w całych Indiach paan. To ziarenka orzecha areka zawinięte w liść betelu, wysmarowane pastą z kardamonu, anyżku, kokosa, a także jadalną kredą. W Waranasi paan jest wszechobecny, ślady w postaci krwawoczerwonych plwocin po jego żuciu widać na każdym kroku”.

O świcie zaspani mężczyźni zanurzają się w chłodnej wodzie, licząc na odpuszczenie grzechów. Zgodnie z tradycją powinni obmyć się w pięciu głównych ghatach: Dasaswamedh, Asi, Abarnasangam, Manikarnika, Panchaganga.  Manikarnika jest jedną z najważniejszą z ghat całopalny w Indiach. Każdego dnia bowiem płonie tam od 200 do 300 ciał. Chociaż w mieście jest jeszcze jedna spalarnia ciał dużo czystsza i tańsza, to dla konserwatywnego hindusa przebywanie w takim miejscu oznacza jedno, złą karmę.

„ Przed kremacją męscy krewni zmarłego golą głowy, wyciszają się. Inni wraz z obsługą spalarni przygotowują stos. Średnio do spalenia jednej osoby potrzeba 250-300 kg drewna. Jego gatunek zależy od kasty i zamożności zmarłego. Od tego zależy też cena. Za najlichsze szczapy trzeba zapłacić minimum  1,5 tys. rupii, zwykle jednak dwa razy więcej. Nawet ci, których nie stać na lepsze gatunki starają się posypać stos choćby opiłkami szlachetnego drzewa sandałowego”.

Mniej więcej koło dziesiątej rano w tym miejscu jest już masa ludzi, pracze rozwieszający swoje pranie na murach, rozkładający krowie łajno producenci ekologicznego opału, czy też chłopcy grający po prostu w krykieta.  Życie toczy się swoim codziennym rytmem.

„Waranasi to Ganga, a Ganga to Waranasi. Bez świętej rzeki byśmy nie istnieli”.

Źródło: National Geographic Traveler nr 03. 2019. Wrota do życia. 

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Twarz indyjskiego łucznictwa


Deepika Kumari urodziła się na poboczu drogi  w jednym z najbiedniejszych stanów w Indiach- Jharkand; we wsi Ratu. Dziewczynki nie mają tam łatwo, od małego uczone są posłuszeństwa i uległości. Według miejscowych żadna dziewczyna nie powinna uprawiać sportu, ponieważ ich miejsce jest w domu a nie na boisku. To domena mężczyzn. Kobiety powinny zajmować się domem i wychowywać dzieci, bo przecież do tego zostały stworzone. We wsi Ratu kobiety z reguły nie pracują, nie mają właściwie żadnych perspektyw dlatego zazwyczaj przed ukończeniem 18 lat wychodzą za mąż.
Deepika mieszkała z rodzicami w rozpadającym się domu zrobionym z błota, który przy każdym deszczu czy burzy nabierał wody. Bieda była tak dotkliwa, że bardzo często wszystkim domownikom doskwierał głód. Ojciec Deepiki – kierowca rikszy bez wykształcenia zarabiał niewiele, a matka pracująca w szpitalu we wsi dostawała wypłatę co dwa, trzy miesiące.

Dziewczyna nie chciała być ciężarem dla rodziców, dlatego gdy tylko usłyszała o szkole łucznictwa Seraikella, gdzie oferowali bezpłatną naukę, odzież i jedzenie postanowiła spróbować. Z początku nawet nie lubiła łucznictwa, odetchnęła z ulgą, że nie musi się martwić o zapewnienie podstawowych potrzeb. Gdy skończyła 13 lat przeszła do Akademii Łucznictwa Tata, gdzie pomału zaczęła rozwijać skrzydła pod okiem trenera Dharmendra Tiwari. Akademia nauczyła ją wszystkiego, począwszy do prawidłowego trzymania łyżki poprzez wielką miłość do łucznictwa. Po roku spędzonym w murach Akademii Kumari została Mistrzynią Świata Kadetów, potem były Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie, gdzie zakwalifikowała się do drużyny kobiet zajmując ósme miejsce. W 2010 roku zdobyła zloty medal w indywidualnym konkursie dla kobiet Commonwealth 2010, otrzymała nagrodę Arjuna- drugą w Indiach najwyższą nagrodę sportową przyznawaną przez prezydenta. W 2016 roku w dniu Republiki Indii została jej przyznana nagroda cywilna Padma Shri, a w 2017 roku przyznana przez Vogue nagroda Young Achievers. 
Sama Deepika ma nadzieję, że to co robi stanie się inspiracją dla innych kobiet w walce o swoje pragnienia i marzenia w tym zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie, w którym zaledwie 1% populacji dziewcząt uczestniczy w zajęciach sportowych.
Jej życie po tylu sukcesach uległo diametralnej zmianie, już nie musi kraść kukurydzy, nawet jeśli taka smakuje najlepiej…

Źródło: Opracowanie własne na podstawie filmu "Panie przodem" 

niedziela, 23 września 2018

Miłość do kwadratu



„ Love Per Square Foot ” w reżyserii Ananda Tiwari ‘ego to pełna humoru, ciepła  opowieść o podążaniu za marzeniami.

Sanjay (Vicky Kaushal) i Karina (Angira Dhar) to młodzi ludzie pracujący w wielkiej korporacji bankowej. Oboje są uwikłani w lekko skomplikowane relacje damsko- męskie i oboje mimo wieku nadal mieszkają z rodzicami. Zarówno on jak i ona nie mają własnego kąta i przestrzeni dla siebie, co staje się coraz bardziej dokuczliwe zważywszy na trudny charakter domowników. Los sprawia, że ich drogi krzyżują się na weselu znajomych z pracy, od tamtej pory zaczyna kiełkować w nich myśl o własnym M. Najpierw nieśmiała, powiedziana żartem propozycja złożenia wniosku mieszkaniowego, potem oświadczyny w rikszy.
Stajemy się świadkiem rozkwitu nowego uczucia- zupełnie nieplanowanego w ich jak najbardziej profesjonalnej umowie mieszkaniowej. Oczywiście jak to bywa w tego typu filmach, coś musi pójść nie tak jak powinno. Na horyzoncie pojawia się niesamowicie irytująca postać szefowej banku, która traktuje swoich pracowników, a zwłaszcza młodego Sanjaya jak niewolników. Z biegiem wydarzeń dowiadujemy się, że szefowa to kłamczucha i psychopatka a chłopak…no cóż jest zbyt delikatny i za mało stanowczy. To staje się powodem do rozwoju poważnych komplikacji w jego relacji z Kariną.
Film ogląda się przyjemnie. Historia się nie ciągnie, nie ma przesadnie wydłużonych dialogów i wątków. Postacie są dobrze zagrane, a muzyka wpada w ucho. Idealny na niedzielę. 
Serdecznie polecam. Moja ocena to mocne 7/10.

wtorek, 26 czerwca 2018

Za wszelką cenę


Mary Kom urodziła się w wiosce Kangathei, w Manipur we wschodnich Indiach. Pochodziła z ubogiej rodziny, jej rodzice byli rolnikami. Prócz codziennych prac domowy Mary zwana przez rodziców Chungneijang chodziła do szkoły, gdzie uczyła się lekkoatletyki. Choć ojciec Mary był w młodości zapaśnikiem nie podzielał rosnącego entuzjazmu córki do boksu. Być może było to spowodowane faktem, że oszpecona twarz Mary mogłaby zaprzepaścić jej szansę na dobre małżeństwo. Jednak upór Mary zaowocował i w wieku 15 lat opuściła rodzinne miasto, żeby pod okiem trenera K. Kosany Meitei profesjonalnie zająć się boksem i rozpocząć naukę w akademii sportowej w stolicy stanu Imphal.
Trener Mejtei tak wspomina współpracę z Mary: „Jest oddaną, bardzo pracowitą dziewczyną o silnej woli, która w mgnieniu oka pojęła podstawy boksu”.

Ojciec Mary dowiedział się o sukcesach córki dopiero po ukazaniu się w 2000 roku jej zdjęcia w lokalnej gazecie, od tamtej pory zaczął wspierać córkę w jej drodze na szczyt. Jej miłość do boksu pokonała wszystko. Nawet, gdy w końcu na horyzoncie pojawił się kandydat na męża Mary nie umiała i nie chciała zrezygnować z walk. Przyszły mąż musiał bez szemrania zaakceptować pasję żony. I tak się stało. Onler pokochał ją z całym inwentarzem.   Po przerwie spowodowanej bliźniaczą ciążą- Mary mogła powrócić do boksowania. A nie było łatwo. Ludzie szybko zapomnieli, brakowało pieniędzy a przede wszystkim wiary w siebie. Po rozpoczęciu ponownego szkolenia pod okiem profesjonalisty i przy ogromnej pomocy rodziny i męża Mary znów osiągała sukcesy. Zdobyła srebrny medal na Mistrzostwach Azji Kobiet w 2008 roku w Indiach oraz czwarty z kolei złoty medal na Mistrzostwach Świata Kobiet w AIBA w Chinach, a następnie złoty medal na Igrzyskach Azjatyckich w 2009 roku w Wietnamie. Startowała w kategorii do 51 kg- w 2010 roku zdobyła złoty medal na Azjatyckich Mistrzostwach Boksu Kobiet w Kazachstanie oraz na Mistrzostwach na Barbados. Kom nigdy nie brała udziału w zawodowym boksie, wszystkie sukcesy były typowo amatorskie. 

W 2015 roku Mary stała się tak popularna i finansowo niezależna, że zdołała prześcignąć kilku zawodowych sportowców w Indiach pod względem zarobków. Mary wykorzystała swoją pozycję i stała się aktywistką na rzecz praw zwierząt. Tak wypowiadała się na temat zaprzestania wykorzystywania w cyrkach słoni: „Cyrki są to okrutne miejsca dla zwierząt, gdzie są bite i torturowane, jestem matką więc wyobrażam sobie przez co przechodzą zwierzęta, kiedy ich małe dzieci są im odbierane tylko po to, aby występować w cyrkach. To smutne”.
W 2014 roku na ekrany indyjskich kin wszedł film opowiadający o losach bokserki, gdzie Priyanka Chopra wcieliła się w Kom. Film wyprodukowany został w hindi, chociaż językiem ojczystym Mary jest dialekt chińsko-tybetański. Reżyserem filmu jest Omung Kumar, a sam film opowiada historię życia Mary od najmłodszych lat poprzez małżeństwo i osiągnięcie tytułów mistrzowskich.

Jab Harry met Sejal, czyli pozory mylą

W filmie w reżyserii Imitaz’a Alie’go twórcy między innymi „Kiedy ją spotkałem” czy „RockStar” możemy zobaczyć ponownie duet Shah Rukh Khan i Anushka Sharma Kohli. 
Obraz osadzony został w krajach Europejskich, takich jak Holandia, Praga czy Węgry. Wszystko okraszone jest mieszanką kolorów, modnych ubrań i nie wiedzieć czemu mnóstwem pieniędzy.Tytułowy Harry zajmuje się zawodowo oprowadzaniem turystów po różnych miastach Europy, między innymi po Amsterdamie. – do domu (do Indii) nie może wrócić z przyczyn nie do końca jasnych. To właśnie tam poznajemy jego i Sejal, dziewczynę która będzie towarzyszyła nam i jemu do końca seansu. Sejal to młoda, początkującą prawniczka, lekko zwariowana, trochę naiwna, a już na pewno zapominalska- zgubiony pierścionek otrzymany od narzeczonego staje się pretekstem do odbycia nowej podróży.
Z początku oczywiście, jak to bywa w tego typu filmach główni bohaterowie wcale za sobą nie przepadają. On zgrywa kobieciarza, a ona ewidentnie ukrywa kompleksy pod płaszczykiem udanego związku. Jednak z biegiem przejechanych kilometrów, obejrzanych zachodów słońca i wypitych kaw rodzi się pomiędzy nimi uczucie. Uczucie które zaczyna napawać Harrego lękiem a Sejal popycha do robienia rzeczy o, których wcześniej mogła tylko myśleć i to też niekoniecznie. Różnego typu perypetię zbliżają ich do siebie i w końcu nie ma odwrotu. Trzeba coś postanowić. I tu zaczynają się schody. Bo przecież Sejal dała słowo, przecież to dziewczyna z dobrego domu, zna narzeczonego od tak dawna… A Harry to wydawałoby się chłopak bez korzeni, pozbawiony jakichkolwiek głębszych uczuć. Ale czy na pewno? „Jab Harry met Sejal” to łatwy i przyjemny film nie wnoszący za dużo, może nawet trochę zbyt zachodni. Ale gdy zajrzeć głębiej i się nieco nad nim zastanowić można dostrzec coś co z pozoru jest niedostrzegalne. I pomimo lekko naciąganej fabuły i niepotrzebnych dialogów wepchanych jakby na siłę to film zdecydowanie nie jest zły, choć z tego co słyszałam w Indiach recenzję nie były zbyt pochlebne. Reprezentacyjny SRK i równie śliczna Anushka nadają klimat w sam raz na lato.  Serdecznie polecam. Moja ocena to mocne 7/10.

niedziela, 22 kwietnia 2018

W drodze do wolności

Indie od niemalże 1600 roku były pod panowaniem Brytyjczyków. Dopiero pod koniec II wojny światowej strona brytyjska zaprzestała walk i zaczęła prowadzić dialog. Nie wszyscy jednak popierali pokojowe zamiary Nehru oraz Gandhiego.
Na czele entuzjastów walki zbrojnej stanął Subhas Chandra Bose, który nawoływał do pokonania wroga ich własną bronią. W czerwcu 1939 roku utworzył on odrębną partię polityczną All India Forward Bloc, czyli Indyjska Armia Narodowa.

W lutym 1944 roku rozpoczęła ona działania wojenne przeciw Brytyjczykom w składzie Japońskiej armii na terenie Birmy. Hasłem przewodnim walki stało się „Marsz na Delhi” a tymczasową siedzibą Rządu Wolnych Indii został Rangun. W marcu indyjskie oddziały zaatakowały terytorium Północnych Indii, co było dla Brytyjczyków nie lada zaskoczeniem. Samobójczy oddział pod dowództwem płk. Shaukata Malika zdołał powstrzymać Brytyjskie linie obronne i przedrzeć się do miasta Moirang. Zajęte ziemie oddano pod panowanie Rządu Tymczasowego Wolnych Indii.
Po zakończeniu wojny Brytyjski rząd wytoczył proces schwytanym żołnierzom INA pod zarzutem zdrady. Procesy trzech wysokich oficerów odbyły się w Czerwonym Forcie, a obrońcą ich nie był kto inny jak sam Nehru.

Rangoon w reżyserii Vishala Bhardwaj przenosi widza właśnie w czasy kresu II wojny światowej, do panowania Brytyjskiego, gdzie biały człowiek znaczył najwięcej. Poznajemy dziewczynę zgarniętą z ulicy, teraz słynną i zamożną aktorkę. Zakochaną oczywiście w swoim wybawcy, egoistycznym, zapatrzonym w sukces mężczyźnie, któremu własna kariera nie potoczyła się tak jak planował. 
Dziewczyna bez wątpienia piękna, nie grzeszy inteligencją i wierzy w każde wypowiedziane słowo swojego ukochanego, jest uległa i posłuszna. Brytyjczycy chcą się zabawić, więc wysyłają ją w podróż do żołnierzy przebywających w fortach.  Jej ukochany zostaje na miejscu uwikłany w podłą intrygę dziadka. A dziewczyna z początku wściekła, przeżywa przy boku swojego ochroniarza Malika największą przygodę i miłość życia. Po perypetiach i niebezpieczeństwach udaje jej się cało powrócić do swojego dawnego życia. Tyle tylko, że  nie jest ona już tą samą dziewczyną. Nie jest małą, naiwną Julią słuchającą poleceń.
Malik rozbudził w niej uczucia o, których istnieniu nawet nie podejrzewała i dostrzegł w niej coś więcej niż gwiazdkę hinduskiego kina. 

Bez reszty dałam się porwać tej opowieści miłosnej z historią w tle. Kupił mnie  Saif Ali Khan grający zakochanego bez pamięci, jak i oczywiście mój ulubiony Shahid Kapoor, który w roli żołnierza i kochanka sprawdza się doskonale. Nie jest to film Bollywood, piosenki nie są tak istotne a i nie jest ich zbyt wiele. Jest to film, który daje do myślenia i pozostawia w widzu pewien niedosyt, złość i uczucie niesprawiedliwości. Nie oglądałam już dawno żadnego indyjskiego filmu z racji przejedzenia się Panem Khanem, ale nie żałuję że sięgnęłam w tę piękną niehandlową niedzielę po tę pozycję. Serdecznie polecam! I czekam na komentarze po seansach! 




piątek, 3 marca 2017

Happy New Year, czyli Wielki Skok


Po wielkim sukcesie Om Shanti Om miałam pewne obiekcje, co do kolejnego filmu Farah Khan. Bałam się, że zobaczę powtórkę, powielenie tych samych schematów, prześlizgiwanie się na niewątpliwie ogromnym sukcesie produkcji z roku 2007. Moje obawy potęgowała identyczna obsada głównych bohaterów.


Kiedy w końcu (po wielu trudach) usiadłam do oglądania-niemalże od samego początku się zakochałam. Kolory i przepych sprawiły, że poczułam się jak w domu. Fantastyczne poczucie humoru z nutą ironii i samokrytycyzmu, dzięki, któremu na twarzy pojawił się szczery uśmiech. A muszę nadmienić, że od bardzo dawna Bollywood mnie nie bawił. Większość filmów była przekoloryzowana- ten również taki był, ale w tym dobrym znaczeniu. Reżyserka potrafiła przyciągnąć widza z początku wydawało się banalną historią. 
Właśnie  poczucie humoru i dystans jaki jest odczuwany niewątpliwie w Happy New Year powoduje, że jest to film, który ogląda się z przyjemnością, piosenki nuci pod nosem, a barwy dosłownie pożera wzrokiem. Muszę koniecznie wspomnieć o SRK, który jak wiadomo (przynajmniej, jeżeli chodzi o mnie), nie zbierał ostatnio pochlebnych recenzji. Tym razem jego rola okazała się dużo lepsza. Nie zgrywał cwaniaka, ani napuszonego bohatera, ani w co trudno uwierzyć podstarzałego lowelasa. Można powiedzieć, że był dobrym, starym ( młodym) ShahRukh’kiem, któremu się chciało. Nie mogę zapomnieć o świetnym młodym Bachchan’nie, którego rola rozwala system. Happy New Year na stałe zagości w moim repertuarze. Gorąco polecam i przyznaje mocne 8/10. 

czwartek, 23 lutego 2017

Soma- napój bogów

Soma, tajemny napój bogów, woda życia, która czyni ich nieśmiertelnymi, jest najcenniejszym skarbem wszechświata. Zatem nic dziwnego, że uważano Somę za boga napojów odurzających. Był on także bogiem księżyca, gwiazd, planet jak też ceremonii ofiarnych i zaślubin.

Matką boga księżyca była Anasuji, ojcem zaś wieszcz Atri, drugi syn Brahmy. Soma pragną zostać królem nieba, dlatego poddał się obrzędowi radźasuja, czyli wyświęceniu na króla. Uroczystość ta rozsławiła młodego Somę, który stał się z tego powodu dumny i przemądrzały. Zakochał się w żonie swojego młodszego brata – Tarze; godzinami recytował wiersze o urodzie dziewczyny, której skóra była biała jak kwiat lotosu, śpiewał o niej pieśni i za wszelką cenę usiłował ją zdobyć.

Po wielu trudach ku rozpaczy brata udało mu się zbiec z ukochaną. Wszyscy bogowie nakłaniali Somę, aby uwolnił Tarę, ten jednak zaślepiony miłością głuchy pozostał na jakiekolwiek wołania. W rezultacie bogowie potępili Somę ( poparł go jedynie władca planety Śukra). Tak właśnie rozpoczęła się wielka bitwa zwana Tarakamją. Na czele wojsk bogów stanął Rudra zaś Śukra-Uśanas dowodził armią Asurów i demonów. Bitwa była tak przerażająca, że sama Ziemia poprosiła Brahmę o pomoc. W końcu Tara została uwolniona i zwrócona mężowi, wkrótce powiła synka, którego ojcem był Soma.

Po utracie Tary Soma ożenił się z 27 córkami Dakszy. Najbardziej ukochał Rohini, więc pozostałe żony poskarżyły się ojcu, że są lekceważone. Gdy zdenerwowane żony po raz trzeci skarżyły się ojcu ten rozgniewał się srodze i zesłał na Somę wieczną chorobę w wyniku, której stawał się on coraz bledszy i chudszy, aż w końcu niemalże zniknął.

Wówczas udał się na zachodni brzeg oceanu, w miejsce, w którym wpadała do niego święta rzeka Saraswati. W jej świętych wodach obmył się z grzechu. Odtąd zawsze podczas ciemnej połowy miesiąca księżyca ubywa, przybywa zaś podczas jasnej połowy. Niektórzy mówią, że ubywa go dlatego, ze bogowie i zmarłe dusze przebywające w królestwie Jamy spijają z niego somę, a następnie słońce ponownie napełnia księżyc świętym napojem.

Somę, będącą napojem rytualnym uważano za sok z roślin zawierających substancje halucynogenne. Inna teoria głosi, że sok ten pochodził z rośliny z rodzaju Ephedra i nie wywoływał wizji halucynogennych, chociaż mógł mieć właściwości orzeźwiające i powodować brak senności. 

piątek, 4 listopada 2016

Na pamiątkę mitycznych wydarzeń

Mahabharata jest to najbardziej znana wielka epopeja, przedstawiająca wyjątkowy świat mitycznych wyobrażeń. Powstała między 400r. p.n.e. a 400r. n.e. Opowiada o walce o władzę dwóch spokrewnionych ze sobą rodów. Konflikt ten mógł wystąpić w VIII w. p.n.e. lub wcześniej. Epopeja nie ma charakteru jednorodowego i nie jest dziełem jednego autora. 

Niegasnącym powodzeniem i uznaniem cieszy się również Ramajana, która doczekała się wielu wersji, a sama historia opowiadana jest do dzisiaj w rozmaity sposób; od tanecznych dramatów, przedstawień lalkowych po seriale telewizyjne. 

W świętach indyjskich obowiązuje przede wszystkim kalendarz lunarny. Rok w kalendarzu lunarnym dzieli się na dwie części – uttarajana czyli pomyślną i niepomyślną – dakszinajana.

Niepomyślna część przypada na miesiące od połowy lipca do połowy stycznia. Wtedy trwa bitwa między bogami i demonami. Natomiast w trakcie pomyślnej części roku bogowie ustanawiają ład i porządek w świecie. Dlatego przedstawia się ich w pełnej chwale, na rydwanie który niesiony jest ulicami miast.
Najwięcej świąt ma miejsce w ciągu ćaturmasam, czyli czterech miesięcy obejmujących okres od połowy lipca do połowy października. Jest to czas kiedy Wisznu zapada w sen i ciężar utrzymania ładu na świecie spada na ludzi. Większość świąt podczas ćaturmasam upamiętnia triumf dobra nad złem, dlatego odbywają się one w „ciemnej” połowie miesiąca, czyli od pełni do nowiu.
Święta religijne odnoszą się do wydarzeń mitycznych, jednoczą czas boski, kosmiczny i ludzki. Zapewniają trwanie świata i jego cykliczność poprzez powtarzanie i odprawianie stosownych rytuałów i obrzędów. Do dziś stanowią one ważną części życia hinduskiej społeczności, pomimo że w większych miastach współczesna cywilizacja coraz silniej wypiera tradycję. 

czwartek, 3 listopada 2016

Mohenjo Daro

Mohendżo Daro to starożytna osada w pobliżu brzegu Indusu znajdująca się w obszarze doliny cywilizacji Indusu. Miasto przeżywało swój rozkwit między 2600 a 1900 roku p.n.e.  Otoczone potężnymi murami miasto miało powierzchnię co najmniej 20 ha, a mury stanowiły swoistą obronę przed wylewami Indusu. Ruiny miasta zostały odkryte w latach 20 XX wieku, prawdopodobnie w 1920 roku przez archeologa Johna Marschalla.

Obecnie ruiny znajdują się na terenie Pakistanu w prowincji  Sindhu.  


Historycy w dalszym ciągu nie wiedzą do końca co spowodowało zniszczenie miasta. Sugerowano trzęsienie ziemi, które dokonało sporych zniszczeń po czym zmieniło bieg rzeki Indus, co wpłynęło na miejscowe rolnictwo i spowodowało wyludnienie. Zasugerowano także liczne najazdy wrogich wojsk. Zdaniem historyków budynki w mieście zniszczone zostały w charakterystyczny sposób, a podczas wykopalisk odnajdywano ciała mieszkańców na ulicach w nienaturalnych pozycjach.  

W filmowej wersji opowieści o tym wspaniałym mieście widz jest świadkiem rozkwitu i zniszczenia osady przez wody Indusu.
Główny bohater, piękny i umięśniony Sarman  trafia do miasta z zamiarem handlu. Trafia go także strzała amora i postanawia osiedlić się w mieście, które robi na nim ogromne wrażenie.  Walczy z przeciwnościami losu o uczucie do ukochanej, rozstrzygnięcie zagadki swojego dzieciństwa i  jawną niesprawiedliwością ze strony władz miasta. Film z pięknymi kostiumami, odpowiednią muzyką i klimatem pozwala widzowi przenieść się w ten starożytny świat.  


Byłam miło zaskoczona, bo dawno nie było mi dane oglądać dobrego indyjskiego kina. I mimo kilku denerwujących dialogów i postaci, jak na przykład Moonja film oceniam na mocne 7. 

poniedziałek, 17 października 2016

Dwa zwaśnione rody

Dilwale w reżyserii Rohita Shetty, wyprodukowany przez Gauri Khan -romantyczny film rodem z Bollywood, opowiadający historię miłości dwóch pokoleń. Tak się złożyło, że po raz kolejny główną rolę męską zagrał Shah Rukh Khan. I tym razem wypadł lepiej. Film nie wnosi w zasadzie nic nowego, wszystkie motywy pojawiające się na ekranie gdzieś już były…

Miłość ukazana poprzez dwa pokolenia miała chyba zachęcić i zdobyć widownię w każdym wieku.  Mnie osobiście to nie przekonało. Historia Kaalego czy raczej Raja i Meery przyciągnęła tylko na chwilę pewnie z racji powrotu sławnego duetu na ekran. Natomiast  zakazana miłość Veer’a  i Ishity działała na mnie jak płachta na byka. Pretensjonalne dialogi, zarówno głównych bohaterów jak i drugoplanowych. Zaskoczenia praktycznie żadnego, za to mnóstwo kolorów bijących aż po oczach. Oczywiście nie obyło się bez poprawek komputerowych co widać na każdym kroku. Sceny pościgów i pojedynków tak nie realne, że aż śmieszne. Choć może się czepiam i właśnie o to chodziło? 

Na plus zasługuje oczywiście Kajol, która wyglądała bajecznie w swoich kolorowych sukienkach. Choć zagrać tam raczej dużo nie mogła. ShahRukh z brodą i w dodatku w deszczu wyglądał bardzo korzystnie, choć w dalszym ciągu twierdzę, że lata świetności ma już za sobą. Na uwagę zasługuję również piosenka pt: Janam Janam. Dzięki niej poczułam przez chwilę, że oglądam Bollywood.
Film raczej dla młodych, bezkrytycznych fanek SRK. Do obejrzenia na jeden raz. Moja ocena to tylko 5/10. 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Eksplozja kolorów w Giżycku


Wprawdzie to nie Indie, nie ta pora roku, ale jak się człowiek bardzo postarał to dało się poczuć klimat Holi :) Było super, polecam każdemu! 

Fan i jego Idol

Fan- reżyseria Maneesh Sharma, scenariusz Habib Faisal (TaraRumPum, Jhoom Barabar Jhoom).



Opowieść o młodym człowieku zafascynowanym gwiazdorem ze szklanego ekranu. W obydwu rolach nie kto inny jak King Khan.
Gaurav Chandra od najmłodszych lat wiąże swoje życie z supergwiazdą indyjskiego kina Aryanem Khaann’ą. Wytapetowany zdjęciami pokój, aż razi w oczy. Chandra zarabia na życie głównie dzięki swojemu podobieństwu do aktora - wygrywa coroczne konkursy udając Khaana. Nazywa siebie Juniorem… 
Z początku nie wydaje się to groźne, może tylko lekko dziwaczne. W końcu chłopak jest dorosły a nie ma żadnych większych planów na przyszłość, nie ma nawet dziewczyny. Uwielbienie zmienia się w obsesję w momencie starcia się dwóch różnych światów. Okazuje się, że oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Chandra staje się agresywnym fanem...

Nie jest to do końca dramat, nie jest to thriller. W zasadzie nie wiadomo co to jest…Dłuży się niesamowicie, nie trzyma tempa. Jest przewidywalny do bólu. Na ekranie widzimy jak SRK próbuje za wszelką cenę udowodnić, że jeszcze może coś z siebie wykrzesać. Podwójna rola miała pokazać, że nadal jest Wielki. Otóż jak na mój gust dawno przestał taki być. Cóż oczekiwałam zupełnie czego innego. Akcji, napięcia, jakiejś więzi z bohaterami. A co dostałam…? Papkę zmieloną do granic możliwości na modłę indyjskiego kina. Film ewentualnie może być do obejrzenia dla zagorzałych fanów Khana. Moja ocena to 4/10 i to tylko przez wzgląd na stare czasy. 

niedziela, 10 lipca 2016

Zjawiska paranormalne

Weekend upłynął pod znakiem filmów grozy...stąd pomysł na posta. 

Nawiedzona stacja 

Stacja Begunkodor  zamknięta przez ponad pół wieku została ponownie otwarta z racji pogłosek o tym, że może być nawiedzona. 
Podobno zarówno miejscowi jak i pracownicy kolei żyli w strachu przed pojawiającą się na stacji zjawą kobiety. W 1967 roku jeden z kolejarzy zmarł ze strachu na widok kobiety w sari. Według doniesień to właśnie kolejarze jako pierwsi byli świadkami  ukazania się ducha. Wkrótce pociągi przestały się zatrzymywać na tej określonej stacji a pracujący kolejarze uciekali w popłochu.  Ucierpiała na tym miejscowa ludność. W 2009 roku ponownie otworzono – Nie wierzę w duchy, to wszystko wymysł człowieka- mówił były zastępca dyrektora ds. kolei.  Lokalna ludność miała nie lada powód do świętowania. 

Muzeum w New Delhi 

Jeśli wierzyć doniesieniom muzeum, o którym mowa nie szczyci się dobrą sławą. Niektórzy twierdzą, że jest to jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc w kraju. Znanym przypadkiem jest zagubienie się w korytarzach muzeum 11-letniego chłopca. Pomimo licznych zabezpieczeń dziecko spędziło w muzeum całą noc, podobno nie będąc same. Spotkał tam ducha zwanego „mumią” to znaczy ducha, który atakuje zazwyczaj ludzi niegodziwych lub powiązanych z przestępczością. Według doniesień duch ten nawiedzał muzealne eksponaty sprowadzone najprawdopodobniej z Chin. Spotkanie dziecka z upiorem zostało podobno udokumentowane poprzez monitoring muzeum. Według zeznań chłopca duch poruszał eksponatami i przedmiotami w tym mumią mającą ponad 4.000 lat. W muzeum co wieczór słychać ciężkie kroki „Ludzi w zbroi” na tyle często, że na pracownikach muzeum nie robią już większego wrażenia.
Eksponaty poruszają się same a w rozświetlone dni można bez problemu zobaczyć cienie podążające za zwiedzającymi. Muzeum od pewnego czasu zainwestowało w nowe zabezpieczenia, pytanie tylko czy to powstrzyma jakiekolwiek duchy? 

poniedziałek, 16 maja 2016

Rekordowe upały



W Indiach odnotowano rekordowe upały sięgające nawet 48 stopni Celsjusza. Liczba śmiertelnych ofiar rośnie a zapasy wody maleją. Od początku kwietnia susza zabiła ponad 300 osób. Fatalna sytuacja pogodowa doprowadziła do masowych migracji ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy. Rolnicy są załamani, mają do wyboru zostać w domu i zmarnować plony, lub wyjść ryzykując zawał i poparzenia.

„Rzeka Bhima wyschła. Jesteśmy przerażeni i nie mamy wody. Musimy podróżować co najmniej trzy, cztery kilometry, żeby uzyskać trochę wody”. 

Rząd utworzył spoty telewizyjne w, których apeluje o pozostanie w domach, przebywania w cieniu i picia dużo wody. Tyle tylko, że właśnie woda, a raczej jej brak jest problemem dla mieszkańców. W 250 tysiącach wiosek jej brakuje. Rząd wysyła na miejsce cysterny. Brak wody niesie ze sobą pożary i wszelkiego rodzaju zarazy. W rejonie Bengalu Zachodniego wprowadzony został zakaz gotowania w ciągu dnia, palenia plonów i odbywania rytualnych obrządków religijnych z użyciem ognia. Rząd podjął taką decyzję po tym, jak niespodziewany, nieujarzmiony pożar zabił 79 osób. Za złamanie, któregoś z nakazów grozi kara do roku więzienia. 

Rząd przyjął program awaryjny obejmujący pozyskiwanie wody z lodowców oraz budowę łączników między rzekami. Krytycy twierdzą jednak, że program nie ma szans powodzenia z powodów niespójności ekologicznych, finansowych i społecznych. Według władz zagrożenie jest na tyle duże, że nie ma innego wyjścia.
Powstały specjalne obozy dla mieszkańców wsi, którzy musieli uciekać przed suszą. Niedobór wody może zatrzymać szybko rozwijającą się indyjską gospodarkę. Kraj ma największy na świecie odsetek ludzi pozbawionych dostępu do czystej wody. Modele klimatyczne wskazują, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć a na pewno taka pogoda utrzyma się do końca czerwca- będą to najgorętsze miesiące w roku.