Indyjskie " Talent Show" nie zostało by wyemitowane w polskiej telewizji... tyle zakazów, nakazów, tradycji a tu proszę chłopcy i ich " talent" ...
piątek, 25 listopada 2011
niedziela, 20 listopada 2011
Indie bez Indii ...
Film " Jedz, módl się, kochaj" miał z założenia bardzo mi się podobać. Zmusiłam do jego oglądania mojego M, gdyż byłam święcie przekonana że to dobry film. Nie zraził mnie czas trwania bo przecież nie jedna bollywoodzka produkcja trwa dłużej. Oglądaliśmy więc popijając procenty. Teraz myślę, ze gdyby nie te procenty film okazał by się znacznie gorszy- o ile jeszcze bardziej może. A dlaczego o nim piszę skoro to nie film produkcji indyjskiej? Otóż główna bohaterka Liz rozstaje się z mężem i w ramach terapii po rozwodzie wyrusza w podróż po świecie. Trafia do Indii...i to był główny powód dla, którego chciałam ten film zobaczyć. Jednak najpierw spędza jakiś czas we Włoszech. Byłam zachwycona krajobrazem włoskich ulic i tym bardziej z niecierpliwością czekałam na część z Indii. Po ok godzinie filmu kiedy już lekko przysypiałam bo akcji żadnej... wreszcie wsiadła w taksówkę i... No właśnie i nic! Żadnych widoków, żadnych zabytków ( nawet Taj Mahal-u)...tylko ona w taksówce i chmara dzieci biegnąca wokoło. Czas spędzony w Indiach strasznie się dłużył, nic innego nie było pokazane prócz modlitwy i medytacji w jakiejś sekcie z Guru Geeta na czele. A przecież tyle jest do zobaczenia, do zjedzenia, poznania. Indie to nie tylko medytacje ale przede wszystkim wspaniałe budowle. Przeszło mi nawet przez głowę, że może ekipa filmowa wcale nie była w Indiach, gdyż jest to dla mnie nie zrozumiałe jak można w taki sposób pokazać kraj, który ma tyle do zaoferowania turyście. Wielkie rozczarowanie i kompletna pomyłka. Po Indiach trafia na Bali gdzie przychodzi miłość...i ten wypucowany goguś z hiszpańskim akcentem. Szkoda czasu na ten film, naprawdę. Lepiej obejrzeć np: " Przyczajony Tygrys ukryty Smok" ;D Wiem, wiem inna kultura ale jakże cudowny film! ;D
niedziela, 23 października 2011
Powrót do szkoły

Historia osadzona w szkolnych murach...mundurki, bogate dzieciaki i rodzice zawsze mający coś do roboty. Always Kabhi Kabhi miał mnie zachwycić...miał ale nie zachwycił. Dużo kolorów, tańca i śpiewu ale ...
Jak by to powiedział prof. Mizerek " obrzydliwie młodzi " ;D Dziewczęta ukryte pod tapetą makijażu, szczupłe i piękne bez żadnej nawet najmniejszej skazy cery. I tu nasuwa się pytanie, czy tak wyglądają nastolatki? Czy aby odwiecznym problemem ich nie jest trądzik? Hm...no, ale idziemy dalej w tej jakże estetycznej historii. Grupka przyjaciół spotyka się po szkole, rozmowy o niczym jakaś piosenka w tle lub na pierwszym planie. Miłość wpleciona w szybkie i modne życie- rodzice wiecznie pracujący, wiecznie nieobecni. Piętrzące się problemy, brak zrozumienia ze strony najbliższych i presja otoczenia. Presja aby spełnić nie zrealizowane ambicje swoich rodziców, aby ich nie zawieść. Własne marzenia i pragnienia gdzieś tam głęboko schowane przed światem, przed sobą.
Sztuka teatralna staje się pretekstem do walki o marzenia, okropnie uwspółcześniona wersja Romea i Julii... Wyznania miłosne wysyłane smse'm - znak naszych czasów.
Film nie jest zły, ma przesłanie można nawet wysnuć pewne wnioski. Że przyjaźń jest ważna, że miłość i własne zdanie ale ...ile można??! Miałam wrażenie że już coś podobnego oglądałam tyle że lekko starsze. Mam na myśli " Jestem przy Tobie" - tam wprawdzie był jeszcze żołnierz i misja do spełnienia ale reszta się zgadza. Przesłanie też podobne...I pewnie dlatego film mnie rozczarował. Nie był tym czego oczekiwałam po obejrzeniu zwiastunu . Choć miał w sobie odrobinę humoru i dystansu do pewnych rzeczy. Jednak o wszystkim tak naprawdę zadecydowała moim zdaniem koszmarna piosenka finałowa...o antenie... a potem jeszcze w napisach końcowych pokazał się ShahRukh Khan... w innej wersji tej strasznej piosenki. Nie mam nic więcej do dodania...trzeba obejrzeć aby wiedzieć o czym mówię. Także popcorn w dłoń i do dzieła ;D
czwartek, 22 września 2011
Ostatni dzień lata z mantrą
Moja didi siedzi w domu z anginą... Wiem z doświadczenia, że mantra jest dobra na wszystko. Owocnego słuchania ;) I powrotu do zdrowia.
Snatam Kaur - cudowny głos !
Snatam Kaur - cudowny głos !
środa, 21 września 2011
...ShahRukh w centrum miasta czyli rozmowa w autobusie ...
Tańczący SRK specjalnie dla M ;D Coś na temat śpiewania na ulicy... i na samochodach :)
Pomarańczowe spodnie ;) Rządzą!
Pomarańczowe spodnie ;) Rządzą!
wtorek, 20 września 2011
Wata cukrowa

"Angel" nie jest historią miłosną, lecz opowieścią o miłości. Abhay (Nilesh Sahay), spędza dwa lata w więzieniu po tym, jak nieumyślnie spowodował śmiertelny wypadek motocyklowy. Po odbyciu kary więzienia, spotyka Sonal (Maddalsa Sharma), niepełnosprawną córkę zmarłego i prosi ją o wybaczenie. Sonal początkowo jest oburzona zachowaniem Abhaya, jednak z czasem jej gniew łagodnieje i zaczyna iskrzyć między nimi. Chłopak chce odkupić swoją winę, pomagając Sonal w rehabilitacji. Wszystko układa się idealnie, do momentu, gdy do ich życia dojdzie do pewnego zamętu.- Bollywood.pl
Spodziewałam się po tym filmie czegoś więcej...jestem bardzo rozczarowana. Po obejrzeniu czułam ogromny niedosyt. Czas filmu jak na mój gust stanowczo za krótki, a piosenek zbyt dużo.Ma się wrażenie jakby były upchane bo z fabułą i historią jest gorzej więc trzeba czymś zapełnić film i zaciekawić widza...Zacznijmy jednak od początku; główny bohater, ach jakże denerwujący typek. Wychodzi z więzienia po dwóch latach odsiadki, nie zauważa że rodzina w " subtelny" sposób próbuje mu przekazać że nie jest mile widziany. Nie zauważa bo jak dla mnie ma coś z głową... Nie odpowiedzialny za swoje życie, lekkoduch który doświadcza cudownej przemiany za sprawą spotkania na swojej drodze niepełnosprawnej dziewczyny; nie kupuję tego! Spotykają się on nawet zaczyna chodzić do pracy, pomaga jej w rehabilitacji- bardzo ładnie ;D Mogłoby być coś z tej historii gdyby nie została tak okrojona, spłaszczona niczym naleśnik i to w dodatku niesmaczny. Po pierwsze za mało uwagi poświęcono dziewczynie, jej chorobie, rodzinie, ogólnie sytuacji. Widz ( a przynajmniej ja ) musi sobie dorabiać ideologię i historię choroby,ponieważ poza udarem mózgu nie wiadomo nic. Ale dobrze zdarza się, idźmy dalej...Dalej jeszcze gorzej. Muzyka nie zachwyca, bohaterowie drugoplanowi raczej irytujący: brat pantoflarz, szwagierka hydra, matka bez prawa do głosu.To od strony męskiej, po drugiej stronie chyba siostra z mężem, którzy osiągają niewątpliwe korzyści z posiadania niepełnosprawnej krewnej ( luksusowe mieszkanie). Postać Sonal bardzo mi się podobała, jej zaangażowanie w rodzący się związek a z drugiej strony ten strach przed codziennością, przed samotnością. Desperackie wołanie o zainteresowanie...Wiarygodni byli również policjanci bijący więźnia, niesamowicie wiarygodni. Źli funkcjonariusze jednocześnie stojący po stronie prawa... scena zabrania telefonu komórkowego mówi wszystko ;P Zakochany mężczyzna zrobi wszystko dla swojej kobiety, zostanie pobity metalową pałką;wstanie, będzie biegł ciemną ulicą po to aby złamać gałęzie przed jej oknem pozbawiając ją tym samym lęków...Zostanie niesłusznie oskarżony ale w celi ciągle będzie myślał o swojej ukochanej, w tle oczywiście ckliwa, cukierkowa piosenka, chwytająca z założenia widza za serce. Kobieta wylewająca morze łez... i cudowne, szczęśliwe zakończenie...Tak dobrze się zapowiadał, zwiastun obejrzałam z wypiekami na twarzy. Tylko zwiastun... Na uwagę zasługują policjanci ;D Jakoś się na nich skupiłam, może przez książkę Suketu, gdzie czytam o świecie przestępczym i metodach Bombajskiej policji. Tak...oni byli prawdziwi co do reszty; cukierkowe, różowe...taka wata...
sobota, 17 września 2011
Nawiedzony w 3D

Horror Bollywood… pierwszy jaki obejrzałam. Pierwszy i zapewne nie ostatni. W górach stoi dom skrywający straszną tajemnicę, w nocy słychać krzyki kobiety a służba ze strachu porzuciła pracę. Młody Rehan postanawia rozprawić się ze złym duchem jeszcze przed sprzedażą domu. Jednak nie jest to takie proste...
Nawiedzony dom należy bowiem do złego ducha profesora, który ponad 80 lat temu o mało nie dopuścił się haniebnego czynu. Zakochany w swojej uczennicy owładnięty pożądaniem, chciał za wszelką cenę ją posiąść. Dziewczyna jednak broni się przed oprawcą...Tak zaczyna się " Haunted"; pierwsza połowa trzyma w napięciu, muzyka tworzy nastrój grozy, z niepokojem czeka się na rozwój wypadków. Skrzypiące drzwi, które same się otwierają, spadające książki i wreszcie sam duch profesora...tak jest to część której raczej nie da się obejrzeć samemu. Profesjonalnie zrobione sceny i efekty specjalne, opętanie i pożądanie zmieszane ze sobą, tragiczna historia młodej dziewczyny... Parę razy podskoczyłam, zdecydowanie przydało się męskie ramię ;D Nie jest to cukierkowy film lecz taki który można obejrzeć z partnerem, przynajmniej tak myślałam dopóki nie zaczęła się druga część.
Posiada ona dobre sceny ale wpleciony wątek miłosny psuje cały efekt. Przeniesienie się w przeszłość głównego bohatera nie było dla mnie zdziwieniem ale sam romans...no matko i milion córek! Zupełnie nie potrzebny, wepchany jakby na siłę bo przecież nie może być indyjskiego filmu bez ckliwej piosenki?!! Wydawało mi się, że może... Sytuacja wydawało by się bez wyjścia, powielane schematy rodem z amerykańskich horrorów. Przyszedł mi na myśl Egzorcysta oraz Ring. Do tego przewidywalne zakończenie...
Jednak mimo tych wszystkich mankamentów warto obejrzeć film ze względu na pierwszą część i fantastyczną muzykę.
Chociaż nie wiem czy jeszcze do niego wrócę ponieważ twarz profesora śniła mi się dwie noce ;P
Subskrybuj:
Posty (Atom)